Archiwa

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« cze    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

UWAGA!

Proszę o opinię na temat mojego bloga! Nie ważne ile masz lat – chętnie dowiem się co sądzisz o moich opowiadaniach! Więc zostaw komentarz bo to motywuje do dalszego pisania :) Luna

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 57151
  • Dzisiaj wizyt: 23
  • Wszystkich komentarzy: 576

Najnowsze wpisy

Dzienne Archiwa: 14 sierpnia 2017

56 | Ty…



Szłam przed siebie.
Udawałam, że nie słyszę twoich szybkich kroków, podążających za mną.
Udawałam, że nie słyszę słów wypowiadanych przez twoje usta.
Udawałam, że nie istniejesz.
Bo dla mnie przestałeś istnieć cztery lata temu.
W momencie, w którym myślałam, że udało mi się od ciebie uciec, gdy zamykałam drzwi od swojego pokoju, twoje mocne palce oplotły mój nadgarstek, nie pozwalając mi zrobić kolejnego kroku.
Kroku, który oddaliłby mnie od ciebie.
- Rachel…
Wolno uniosłam głowę i spojrzałam prosto w te szmaragdowe tęczówki, które kiedyś tak bardzo kochałam.
- Zostaw mnie – powiedziałam cicho, nie odwracając wzroku.
Poczułam chorą satysfakcję w momencie, w którym zobaczyłam w twoich oczach przebłysk bólu.
Tak bardzo chciałam cię w tym momencie zranić.
Zrobić coś, dzięki czemu poczułbyś się tak strasznie jak ja.
Coś co odebrałoby ci chęć do życia.
Ale mimo tego jak bardzo mnie skrzywdziłeś, nie potrafiłam zmusić się do tego, aby podarować ci kolejną falę bólu.
Zamiast tego brutalnie wyrwałam się z twojego uścisku i zatrzasnęłam ci drzwi tuż przed nosem.
- Rachel, wpuść mnie – twoje błagalne wołanie, sprawiło, że drgnęłam. – Błagam, wpuść mnie.
- Wynoś się stąd – syknęłam, przylegając plecami do drzwi. – Wynoś się do tego swojego pieprzonego lasu i nie wracaj. Nie potrzebuję cię. Nie chcę cię potrzebować. Nie chcę – powtarzałam niczym modlitwę w momencie, w którym zignorowałeś moje słowa i siłą wszedłeś do pokoju.
Siła jaką użyłeś, odrzuciła mnie od drzwi, ale ty jak zawsze nie pozwoliłeś mi upaść.
Zamarłam czując twoje umięśnione ramiona, podtrzymujące moją talię i plecy.
- Wybacz, ale to było niezbędne – wychrypiałeś, nie mogąc oderwać oczu od mojej twarzy.
W momencie, w którym twój nos musnął mój, raptownie otrzeźwiałam i niczym dzikie zwierze, wyrwałam się z twoich objęć.
- Dlaczego..? Dlaczego mi to robisz..? – zapytałam, zanim zdążyłam pomyśleć nad swoimi słowami, równocześnie cofając się jak najdalej od niego. – Dlaczego..?
- Dlaczego robię co? – odpowiedziałeś pytaniem, równocześnie wolno się do mnie zbliżając.
Trwało to krótką chwilę – podchodziłeś coraz bliżej, a ja starałam się od ciebie uciec.
Aż do chwili, w której moje plecy oparły się o zimną ścianę.
Wtedy wbiłeś we mnie spojrzenie swoich szmaragdowych oczu, równocześnie blokując mi drogę ucieczki.
Staliśmy więc w bezruchu, czekając na to, które z nas pierwsze wykona jakiś ruch.
Delikatnie drżałeś ze zdenerwowania, usilnie próbując to ukryć, ale mimo tylu minionych lat ja nadal potrafiłam, czytać z ciebie niczym z otwartej księgi.
Bałeś się.
Bałeś się tego co mogę powiedzieć.
Tego, że mogę cię już nie chcieć.
Wzięłam więc głębszy oddech i otworzyłam usta, aby wypowiedzieć to jedno zdanie, którego tak bardzo się obawiałeś.
Już cię nie kocham.
Odejdź.
Nie chcę cię.
Ale…
Z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk.
Stałam tak chwilę, próbując zmusić się do mówienia, ale…
W końcu jedynie z powrotem zamknęłam usta.
A ty nadal stałeś w bezruchu zupełnie tak, jakbyś bał się, że mnie spłoszysz.
Wstrzymałeś powietrze w momencie, w którym mój wzrok ześlizgnął się na twoje usta.
Nie potrafiłam się powstrzymać.
Tak bardzo za tobą tęskniłam.
Za twoimi oczami.
Za twoim uśmiechem.
Za smakiem twoich ust.
Drgnęłam kiedy ty, jakby czytając w moich myślach, przygwoździłeś mnie do ściany i pochyliłeś się nad moją twarzą.
Ale dopiero wtedy, kiedy zyskałeś pewność, że nie chcę uciec, złączyłeś nasze usta w krótkim, delikatnym pocałunku.
Kiedy się ode mnie oderwałeś, cofnąłeś się do tyłu, jakby przerażony swoim poprzednim czynem.
- Przepraszam ja… Nie mogłem się dłużej powstrzymać… – wychrypiałeś, patrząc na mnie z takim pożądaniem, jakbym była pięknym, ale nieosiągalnym skarbem.
Zapadła cisza, podczas której znów jedynie patrzyliśmy sobie w oczy.
Dopiero kiedy spostrzegłam, że twój wzrok ponownie przyćmił ból, zorientowałam się, że płaczę.
- Rachel…
Nie odpowiedziałam robiąc krok w twoją stronę.
Przerwałeś więc, czekając na mój kolejny ruch.
A ja ponownie wolno się do ciebie zbliżyłam.
I znowu…
I znowu…
Aż w końcu stanęłam tuż przed tobą.
Pochyliłeś lekko głowę, aby móc spojrzeć na moją twarz, a wtedy uniosłam dłoń i dotknęłam twojego policzka.
- Jesteś prawdziwy..? – zapytałam szeptem, niczym przestraszone dziecko, które boi się odezwać odrobinę głośniej, w obawie o konsekwencje. – Czy ty naprawdę tutaj jesteś..? Czy to kolejny sen, z którego zaraz się obudzę..?
W momencie, w którym przestałam mówić, po twoim policzku potoczyła się słona łza, która zwilżyła opuszki moich palców.
- Rachel… – wyszeptałeś ponownie, przygarniając mnie do siebie i zamykając w szczelnym uścisku. – Jestem tu. I już nigdy cię nie zostawię.
Twój zapach.
Twoje ciepłe ramiona.
Twoje słodkie usta, dociśnięte do czubka mojej głowy.
Twój oddech muskający moje włosy.
Ty.
Wtuliłam się w ciebie gwałtownie, mocno, jakby bojąc się, że zaraz znikniesz.
Nawet nie drgnąłeś, kiedy wbiłam w twoje ciało paznokcie, równocześnie wybuchając nagłym płaczem, którego nawet ja się nie spodziewałam.
To było silniejsze ode mnie.
Nie ważne jak bardzo chciałam cię od siebie odsunąć.
Nie mogłam tego zrobić, bo byłeś moim powietrzem.
Bez ciebie jedynie się dusiłam.
Gwałtownie oderwałam się od ciebie, jednak tylko po to, aby ponownie złączyć nasze usta. Z początku byłeś zaskoczony, ale po chwili odpowiedziałeś na tą pieszczotę ze zdwojoną siłą. Pozwoliłam, aby twój ciepły język oplótł mój.
Pozwoliłam, aby twoje ręce rozpoczęły wędrówkę po moim ciele.
Tak bardzo cię pragnęłam.
Tak bardzo.
Ale gdy podwinąłeś moją koszulkę, poczułam chłód medalionu w zagłębieniu mojej szyi.
I przestałam odpowiadać na twoje pieszczoty.
Zamarłeś, nie wiedząc co się stało.
Myśląc, że zrobiłeś coś nie tak.
- Wybacz Garfield – powiedziałam cicho, cofając się o krok i nie patrząc w twoje oczy. – Wybacz, ale teraz… Należę do kogoś innego.
Twój wzrok ześlizgnął się na wisiorek przedstawiający kruka i smoka, a w twoich oczach błysnęło zrozumienie.
- Wiem – powiedziałeś w końcu, przywołując na twarz wymuszony uśmiech. – Cieszę się, że jesteście razem. Że jesteś szczęśliwa.
- Jestem – potwierdziłam, nagle zdając sobie sprawę, że wcale nie kłamię. – Kocham go.
Iskierki w twoich oczach przygasły, ale niespodziewanie uśmiech przestał być sztuczny.
- Wracajmy już do niego – powiedziałeś, niespodziewanie łapiąc mnie za rękę i delikatnie ciągnąc w stronę drzwi. – Na pewno się o nas niepokoi.

*****

Obserwowałeś jak kładę się koło Smoka i przytulam się do jego piersi.
Jak jego dłoń gładzi mnie po włosach.
Jak uśmiecham się pod wpływem jego kiepskiego żartu.
Jak rumienię się w odpowiedzi na komplement z jego ust.
Jak chętnie odpowiadam na jego pocałunki.
Siedziałeś i patrzyłeś na nas z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Trwałeś przy swoim najlepszym przyjacielu mimo, że czasami widziałam ból w twoich oczach.
Starałeś się go rozśmieszać.
Opowiadałeś mu historie, kiedy nie miał już siły z nami rozmawiać.
Zmuszałeś go do jedzenia, kiedy mi się to nie udawało.
Dbałeś o to, aby nie zakrztusił się własną krwią, kiedy dostawał ataków kaszlu.
Siedziałeś tam i wspierałeś go najlepiej jak tylko umiałeś.
Pewnego wieczora leżałam, przytulona do Nicka i udawałam, że śpię.
Jego ciepłe ręce głaskały mnie po włosach, a usta co jakiś czas muskały czubek mojej głowy.
- Wiesz Gar… – wychrypiał nagle, zwracając się do ciebie. – Nigdy nie myślałem, że będę w stanie kogoś tak bardzo pokochać jak Rachel.
Poczułam w piersiach przypływ ciepła, ale nadal udawałam, że trwam w krainie snów.
- Kiedyś poprosiłeś mnie, żebym się nią opiekował, pamiętasz?
- Jasne, że tak – odpowiedziałeś, a ja mimowolnie drgnęłam, na dźwięk twojego głosu.
- Chciałbym cię prosić, żebyś się teraz odwdzięczył – kontynuował Smok, nadal głaszcząc mnie po włosach. – Kiedy mnie zabraknie… Zadbaj o nią.
- Nie masz się czym martwić przyjacielu – zapewniłeś, a ja poczułam twoje palce, muskające moją dłoń. – Zrobiłbym to nawet bez twojej prośby.
- Wiem – odpowiedział Nick, a w jego głosie wyczułam nutkę rozbawienia. – Wiesz… – przerwał poważniejąc. – Ona nigdy o tobie nie zapomniała. Nigdy… Nigdy nie przestała cię kochać.
Nie odpowiedziałeś, ale twoje palce ponownie musnęły moją skórę.
- Czasami byłem nawet o to zazdrosny, ale…
- Niepotrzebnie – przerwałeś mu, a twój dotyk zniknął. – Ona naprawdę cię pokochała. Jeżeli myślisz, że zachowuje się tak tylko, dlatego, że umierasz to jesteś w błędzie – przerwałeś na krótką chwilę, jakby szykując się do wypowiedzenia kolejnych słów. – Jesteś cholernym szczęściarzem Nick. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaki jesteś dla niej ważny.
Smok nie odpowiedział, a jedynie mocniej przytulił mnie do swojej piersi.
A ty w milczeniu nam się przyglądałeś.

Nick zmarł trzy dni po tej rozmowie.
Odszedł, zamknięty w moich ramionach z delikatnym uśmiechem na twarzy.
Moje łzy długo skapywały na jego policzki, podczas gdy z moich ust wydobywało się ciche łkanie.
A ty nadal siedziałeś na krześle obok jego łóżka i trzymałeś go za chłodną już dłoń.
Nie odzywałeś się.
Nie próbowałeś odciągać mnie od jego ciała.
Cierpliwie czekałeś aż pocałuję go po raz ostatni i sama podniosę się z jego łóżka, aby następnie zakryć jego twarz prześcieradłem.
Nie pytałeś po co to zrobiłam.
Pozwoliłeś mi pożegnać się z nim na swój sposób.
A potem razem ze mną opuściłeś salę szpitalną.

Nie myślałam, że znowu poczuję w sobie tą przerażającą rozpacz.
Nie myślałam, że znowu nastanie dzień, w którym stracę wszystko.
Ale…
Poczułam twoją dłoń na swoim ramieniu i stanęłam w miejscu, zdając sobie sprawę, że nieświadomie wyszłam z wieży i stałam po kolana w wodzie, otaczającą wyspę.
Tym razem…
Odwróciłam się i wtuliłam w twoje ciepłe ciało, pozwalając sobie w końcu na przeraźliwy szloch.
Miałam ciebie…

*****

Mam nadzieję, że nie przeszkadzała Wam ta dziwna narracja w tym rozdziale, ale właśnie w ten sposób czułam, że najlepiej przedstawię emocje Raven.
Następny wpis będzie już ostatnim.
Luna