Archiwa

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« cze    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

UWAGA!

Proszę o opinię na temat mojego bloga! Nie ważne ile masz lat – chętnie dowiem się co sądzisz o moich opowiadaniach! Więc zostaw komentarz bo to motywuje do dalszego pisania :) Luna

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 57151
  • Dzisiaj wizyt: 23
  • Wszystkich komentarzy: 576

Najnowsze wpisy

Dzienne Archiwa: 11 sierpnia 2017

55 | Opowieść o przeszłości

Cały rozdział pisałam przy tym utworze, który serdecznie polecam:


Z punktu widzenia Raven

Oddychał tak przeraźliwie ciężko.
Jego klatka piersiowa poruszała się coraz wolniej.
Ale najgorszy był ten głośny, szarpiący całym jego ciałem, krwawy kaszel.
I to właśnie on mnie obudził.
Gwałtownie otworzyłam powieki, kiedy jego piersią wstrząsnął kolejny atak.
- Nick..? Nick! – krzyknęłam, kiedy Smok zgiął się w pół z bólu.
- Wszystko… W porządku… – wykrztusił po jakimś czasie, kiedy udało mu się już uspokoić. – Przepraszam, że cię obudziłem kochanie…
- Nie masz za co przepraszać idioto – jęknęłam, gładząc jego policzek. – Już w porządku?
- Tak – mruknął, mrużąc oczy i opierając swoje czoło o moje. – Już tak.
Nagle jego ciało zesztywniało, a po chwili delikatnie się ode mnie oderwał i wybuchnął cichym śmiechem.
- O cholera, gdybym wiedział, że osobiście się do mnie pofatygujesz jak będę umierał to zrobiłbym to wcześniej – zakpił, a jego czy delikatnie zabłyszczały w ciemności.
- Ale kurwa zabawne – warknął Garfield, wyłaniając się z cienia tuż przy oknie. Na jego ustach majaczył uśmiech, jednak oczy pozostały zmartwione.
Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, obydwoje odwróciliśmy głowy w tym samym momencie.
- Boże, zachowujecie się jak dzieci – zaśmiał się Nick, równocześnie delikatnie przyciągając mnie do swojej piersi, jakby wyczuwając, że chcę uciec z tego pomieszczenia. – Rozmawialiście już ze sobą?
- Tak – mruknęłam.
- Nie – powiedział cicho Garfield,  Smok ponownie wybuchnął śmiechem.
- Może czas wyjaśnić sobie parę rzeczy? – zapytał Nick, po czym nacisnął jakiś przycisk przy łóżku. Zanim ja albo Bestia zdążyliśmy zrobić cokolwiek, do pokoju wpadli zdyszani pozostali Tytani.
- Nick?! Co się sta… – Cyborg zamarł w bezruchu, gdy zobaczył kto stoi pod oknem.
Robin również stanął niczym sparaliżowany, z kolei Gwiazdka cofnęła się parę kroków do tyłu.
- Czy… Czy to duch którego przywołałeś Nick..? – zapytała Star, nie odrywając spojrzenia od Gara, który wykrzywił twarz z rozbawienia.
- Nie Gwiazdeczko. Nie mam już na to siły – parsknął Smok, opadając ze zmęczeniem na moje ramię. – Wybacz stary, że łamię obietnicę, ale wiem, że beze mnie byś tego nie zrobił.
Przez chwilę miałam wrażenie, że Garfield odwróci się i wyskoczy przez okno, byleby tylko przed nami uciec, ale w ostatniej chwili jakby się rozmyślił i posłał w stronę pozostałych Tytanów uśmiech.
- Cześć – palnął, chowając dłonie do kieszeni. – Wróciłem.
Nikt nawet nie drgnął.
Dobrze wiedziałam, co kryje się w ich spojrzeniach.
Niedowierzanie.
Szok.
Poczucie zdrady.
Oraz radość.
- O mój Boże – wyszeptała Gwiazdka, rzucając się w jego stronę biegiem, tylko po to by już po chwili zamknąć go w ciasnym uścisku. – Ty żyjesz. Ty naprawdę żyjesz.
- Bestia… – Cyborg zrobił krok w jego stronę, a do jego oczu napłynęły łzy. – Przez ten cały czas myślałem, że przeze mnie nie żyjesz. Jak mogłeś..?
- Nie mogłem wrócić – przerwał mu Garfield, kiedy Star go puściła i cofnęła się parę kroków. Jego zielone oczy spojrzały prosto w moje. – Naprawdę nie mogłem.
- Co się wydarzyło? Co się wydarzyło przez te wszystkie lata? – odezwał się po raz pierwszy Robin, bezskutecznie próbując przybrać maskę obojętności.
Nawet z jego twarzy można było wyczytać radość.
Tylko ja zostałam niewzruszona.
Tylko mnie to nie obchodziło.
Tylko ja czułam pustkę, patrząc na tego człowieka stojącego przede mną i uśmiechającego się do wszystkich dookoła.
Poderwałam się z łóżka, pragnąc jak najszybciej opuścić to pomieszczenie, ale smukłe palce Nicka zacisnęły się na moim nadgarstku.
- Kiedyś pewna osoba poprosiła mnie, żebym dał jej skończyć mówić, bo mogę już nigdy więcej tego nie usłyszeć. I wiesz co? Dałem jej szansę, a ona jedną wypowiedzią zmieniła cały mój pogląd na sytuację – wyszeptał mi do ucha, pieszczotliwie odgarniając włosy z mojej twarzy. – Może więc warto najpierw go wysłuchać, a dopiero potem osądzać?
Znieruchomiałam pod wpływem tych słów, a po chwili, z lekkim oporem, z powrotem ułożyłam się w jego objęciach i skupiłam na słowa Bestii.
- Przestań uśmiechać się z takim triumfem, bo sobie pójdę – warknęłam, niczym obrażone dziecko, a Nick zaśmiał się cicho w moje włosy.
Garfield podrapał się po karku i oparł o parapet.
- To dosyć… Skomplikowane – zaczął, zatrzymując na mnie na krótką chwilę swoje spojrzenie. – Pamiętacie tego potwora, który zaatakował mnie i Cyborga tego cholernego dnia? – Kiedy wszyscy potaknęliśmy, Gar przełknął ślinę i kontynuował. – To coś przedziurawiło mnie na wylot i wciągnęło do tunelu czasoprzestrzennego. Myślałem… Myślałem, że to mój koniec. Nie wiem gdzie wylądowaliśmy. Nie wiem jakim cudem to monstrum od razu ze mną nie skończyło. Jedyne czego jestem pewny to to, że było przeraźliwie zimno. Jeszcze nigdy w życiu nie czułem takiego zimna – Bestia wzdrygnął się na to wspomnienie, po czym wbił swoje spojrzenie w jakiś punkt za oknem. – Następne co pamiętam to głośny, mrożący krew w żyłach ryk, a potem nic… Pustka… Chyba zemdlałem – zaśmiał się śmiechem pozbawionym wesołości. – Kiedy w końcu odzyskałem przytomność leżałem opatulony kocami w jakieś jaskini. Na jej sklepieniu było mnóstwo małych, kolorowych obrazków… Wpatrywałem się w nie, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu… Aż nagle nad moją twarzą pochyliła się siwiejąca blond włosa kobieta. Posłała mi ciepły uśmiech, nakarmiła po czym znowu zasnąłem. Nie byłem w stanie się ruszać. Mówić. I w takim stanie byłem przez dwa miesiące – przerwał, tylko po to, aby gwałtownie nabrać powietrza. – Kobieta miała na imię Sasza i znalazła mnie przez przypadek, gdy uciekała przed wielkim potworem, do którego jaskini przez przypadek weszła, gdy szukała nowego domu. Tak więc miałem szczęście. Kiedy po dwóch miesiącach znowu zacząłem mówić i opowiedziałem jej o tym jak walczyliśmy z tym monstrum Sasza wybuchnęłam śmiechem i nazwała nas bandą idiotów – Gar uśmiechnął się lekko, a jego spojrzenie złagodniało. – Według niej z tym potworem nie da się wygrać w walce, a jedyny ratunek to ucieczka. Podobno bardzo szybko się męczy i można dzięki temu przeżyć. Sasza traktowała mnie jak swojego syna. Karmiła, zszyła i wyleczył moje rany, pomogła mi stanąć na nogi. A ja… Ja ją zabiłem.
W tym momencie w pokoju zapadła cisza. Wszyscy wpatrywaliśmy się w Garfielda z nieukrywanym szokiem wymalowanym na naszych twarzach.
- To nie była twoja wina – odezwał się Nick, który jako jedyny nie był zaskoczony słowami Logana. – Wyjaśni wszystko do końca, a nie ucinasz w pół zdania zupełnie jakbyś ją zasztyletował z nudów albo postrzelił.
- Ale taka jest prawda Nick. Zabiłem ją. Jak i w jakich okolicznościach… To nie jest ważne – Bestia odchrząknął, po czym spojrzał mi w oczy. – Ale skoro obiecałem, że wszystko wyjaśnię to dotrzymam słowa – powiedział cicho, ponownie patrząc za okno. – Którejś nocy do naszej jaskini wpadł niedźwiedź. Byliśmy bezbronni, bo zwierze nieświadomie odcięło nas od broni… Sasza zakryła mnie własną piersią, chociaż tak bardzo trzęsła się ze strachu… – Gar głośno przełknął ślinę, a w jego oczach zamajaczyły łzy. – Myślałem… Myślałem, że już wszystko ze mną w porządku i… Zamieniłem się w niedźwiedzia, aby nas uratować, ale… Nie potrafiłem się kontrolować. Nie wiem jak to się stało. Co było tego przyczyną, ale… To już nie byłem ja. Zabiłem tego niedźwiedzia. Chociaż nie… Ja go nie zabiłem… Ja go rozszarpałem na strzępy… A potem… Potem zaatakowałem Saszę. Ona… Tak bardzo krzyczała… Płakała… Rzucała we mnie wszystkim co wpadło jej w ręce i prosiła, żebym przestał, a ja… Mimo, że wiedziałem kto to i co mówi… Nie potrafiłem się powstrzymać. Dopiero, kiedy przebiłem jej serce, mogłem wrócić do swojej postaci. Skonała na moich kolanach – dokończył cicho, pusto wpatrując się przed siebie. – Po tej pierwszej od dłuższego czasu przemianie, przestałem nawet kontrolować moment, w którym się przemieniałem. Byłem niebezpieczny. Kiedy się przemieniłem i nie spotkałem na swojej drodze niczego co mógłbym zabić… Krzywdziłem samego siebie – to mówiąc podciągnął bluzę do góry, ukazując nam swój nagi brzuch i klatkę piersiową, pokrytą licznymi, brzydkimi bliznami. – Naprawdę nie mogłem wrócić. To byłoby zbyt ryzykowne. Jednak… Pewnego dnia znowu spotkałem tego potwora, przez którego wszystko się wydarzyło. Stwierdziłem wtedy, że chcę się zemścić – jego oczy zabłyszczały niebezpiecznie. – To przez niego wszystko straciłem. To przez niego stałem się takim… takim monstrum. Dobrze pamiętałem słowa Saszy, że tego nie można zabić, ale… Było mi już wszystko jedno. Zaatakowałem go i nawet nie próbowałem już się kontrolować. Straciłem jakiekolwiek hamulce… Nie pamiętam nawet co się tak właściwie działo. Kiedy w końcu się ocknąłem, to bydle leżało martwe na ziemi, a ja stałem na wzgórzu i patrzyłem na Jump City. Musieliśmy się przenieść podczas walki – zaśmiał się, a jego spojrzenie znowu stało się przeraźliwie puste. – Niby wygrałem. Niby znowu byłem w domu. Ale… Tak naprawdę dom był już dla mnie nieosiągalny. Uświadomiłem to sobie, kiedy zorientowałem się, że ten wielki, niepokonany potwór nawet mnie nie drasnął. Teraz to ja byłem tym niezwyciężonym, niebezpiecznym potworem. Nadal nie potrafiącym się kontrolować, a więc jeszcze bardziej niebezpiecznym od poprzedniego.
Nie mogłem wrócić, bo nie chciałem zrobić wam krzywdy. Nie chciałem… Nie chciałem, aby przydarzyło wam się to co spotkało Saszę… – przerwał, kierując wzrok na moje oczy. – Dlatego zaszyłem się w lesie i udawałem, że nie istnieję. Próbowałem nauczyć się to kontrolować, aby móc do was wrócić, ale… Nie wychodziło mi to. Było wręcz co raz gorzej. Zaczynałem czuć potrzebę zabijania, nawet w swojej normalnej postaci. Aż któregoś dnia nie wytrzymałem i postanowiłem z tym skończyć. Tak… – Gar przymknął powieki i uśmiechnął się delikatnie jakby na wspomnienie czegoś niesamowicie przyjemnego. – W nocy pobłądziłem po cmentarzu aż w końcu znalazłem nagrobek ze swoim nazwiskiem. Usiadłem na nim, spojrzałem w gwiazdy i… Podciąłem sobie żyły – jakby na potwierdzenie tych słów, Garfield podwinął rękawy i pokazał na szerokie blizny na nadgarstkach. – A kiedy pomyślałem, że nareszcie ten koszmar się skończy, przede mną stanął Smok – Bestia roześmiał się, patrząc na rozbawioną minę Nicka. – Najpierw walnął mnie w twarz, wrzeszcząc na mnie tak głośno i w tak szybkim tempie, że nie za bardzo rozumiałem co do mnie mówi. Potem spostrzegł co zrobiłem… I jeszcze raz porządnie mi przywalił. Dopiero potem zaczął leczyć moje nadgarstki… Blizny są takie okropne, bo jego magia uzdrawiająca jest do dupy – zaśmiał się, a Nick udał urażonego.
- Przeżyłeś? Przeżyłeś, więc moja magia uzdrawiająca jest wystarczająca – parsknął Smok, posyłając mu rozbawione spojrzenie.
- W każdym razie, kiedy już mnie wyleczył, postanowił, że jeszcze raz skopie mnie za to wszystko, a uwierzcie mi wkurwiony Smok to piekło – Gar znowu wybuchnął śmiechem, a na twarzach pozostałych Tytanów również zamajaczył uśmiech. – Tak więc gdy skończył okładać mnie pięściami musiał znowu użyć tej swojej magii uzdrawiającej. Kiedy już trochę ochłonęliśmy, opowiedziałem mu co się przez ten czas wydarzyło i… znowu niekontrolowanie się przemieniłem. Kiedy się ocknąłem, leżałem na polanie nieopodal lasu, w którym mieszkałem, a Nick siedział naprzeciwko mnie i wpatrywał się we mnie uważnie. Po długim milczeniu Smok w końcu przyznał mi rację, że na razie nie powinienem pokazywać się wśród ludzi. Ale… Koniecznie chciał wam o mnie powiedzieć – tu Gar przerwał i popatrzył na każdego z osobna. – Kazałem mu obiecać, że tego nie zrobi. Nie chciałem… Żebyście widzieli mnie w takim stanie. Słabego… Pozbawionego kontroli… Chciałem do was wrócić jako ten stary, dobrze wam znany Bestia, a nie jako zagubiony, przerażony swoją mocą idiota. Może zrobiłem źle, może powinienem wam powiedzieć, ale… Nie żałuję tej decyzji. Przynajmniej byliście bezpieczni.
- Czy teraz… Teraz potrafisz już to okiełznać? – zapytała Gwiazdka, robiąc krok w tył.
- Tak… Mniej więcej – Garfield uśmiechnął się krzywo, po czym spojrzał na Robina i Cyborga. – Jest jakaś szansa, że mi wybaczycie?
Zapadła cisza, a po krótkiej chwili Star uwiesiła mu się na szyi.
- Oczywiście, że tak! Przecież jesteśmy przyjaciółmi! – załkała cicho w jego ramię. – Tak za tobą tęskniliśmy!
Po chwili dołączył do nich Cyborg, który objął ich ręką, a kiedy Bestia wyswobodził się z ich objęć, Robin stanął tuż przed nim.
- Brakowało mi ciebie – powiedział krótko, kładąc mu rękę na ramieniu.
W tym momencie wstałam z łóżka i zerknęłam na Nicka, upewniając się, że na razie wszystko z nim w porządku, po czym wyszłam z pomieszczenia, cicho zamykając za sobą drzwi.
Tym razem Smok już mnie nie powstrzymywał.

*****

Wróciłam :)
Zbliżamy się do końca, a więc proszę o cierpliwość i motywację :)
Luna