Archiwa

Czerwiec 2017
P W Ś C P S N
« paź   sie »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

UWAGA!

Proszę o opinię na temat mojego bloga! Nie ważne ile masz lat – chętnie dowiem się co sądzisz o moich opowiadaniach! Więc zostaw komentarz bo to motywuje do dalszego pisania :) Luna

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 57151
  • Dzisiaj wizyt: 23
  • Wszystkich komentarzy: 576

Najnowsze wpisy

Miesięczne Archiwa: Czerwiec 2017

Drobna informacja

Kochani!
Chciałabym wyjaśnić drobne nieporozumienie.
Mój blog pojawił się na Wattpadzie, a autorka o nicku Deathiscomingsoon to ja! :D
Mam już dosyć słuchania komentarzy typu: „Fajny blog, tylko, że zainspirowany stroną www.ravenibestia-teentitans.blog.pl”. Moi Drodzy, rozdziały, które się tam pojawiły do tej pory są identyczne, a pojawiają się w pewnym odstępie czasu, żeby zainteresować większą ilość czytelników.
Z drugiej strony, bardzo mnie cieszy, że są ludzie, którzy zauważają takie rzeczy. :)
Pozdrawiam
Luna :)

54 | Obiecałem milczenie

Sam nie wiem czego się spodziewałem, kiedy zobaczyłem jej drżącą, niedowierzającą twarz.
Kiedy zamrugała gwałtownie, jakby próbując udowodnić samej sobie, że jej się nie przywidziałem, posłałem jej lekki uśmiech.
- Cześć Raven – powiedziałem cicho, przerywając ciszę i pocierając lekko z zakłopotania kark.
Naprawdę nie wiem czego się spodziewałem.
Że rzuci mi się na szyję z płaczem?
Że odwróci się i bez słowa odejdzie?
Przed snem często wyobrażałem sobie moment naszego ponownego spotkania.
Jej płacz i radość lub wręcz przeciwnie: złość i bolesną obojętność, ale…
Ale nigdy nie pomyślałem, że spokojna i opanowana Rachel Roth rzuci się na mnie z pięściami.
Kiedy jej mała, drżąca piąstka uderzyła w mój policzek, straciłem równowagę i upadłem na ziemię, bardziej w wyniku zaskoczenia niż użytej przez nią siły.
- Ty… Ty… Ty… – wysyczała, uderzając kolanami w moją klatkę piersiową i nie przestając okładać mojej twarzy pięściami. – Ty żyjesz..? I przez ten cały czas… Nie odezwałeś się ani słowem..?!
Milczałem, pozwalając jej bić moją twarz.
Jednak z każdym uderzeniem, jej siła słabła…
- Jak mogłeś mi to zrobić…? – zapytała cicho, opuszczając ręce, a po jej policzkach potoczyły się łzy. – Jak mogłeś pozwolić mi cierpieć..?
- Rachel… To było dla twojego dobra… – powiedziałem, wyciągając dłoń, aby otrzeć jej łzy, jednak zanim dotknąłem jej twarzy, Raven poderwała się na nogi i odsunęła parę kroków do tyłu.
- Nie dotykaj mnie – wycedziła przez zaciśnięte zęby, a coś w mojej klatce piersiowej zacisnęło się boleśnie. – Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj, rozumiesz?!
Zacisnąłem usta i wsadziłem ręce do kieszeni.
Staliśmy naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy.
- Skoro tak dobrze ci się żyło beze mnie, to żyj tak dalej – powiedziała w końcu, odwracając się na pięcie, ale nagle zatrzymała się w pół kroku.
- Chcę tylko wiedzieć jak długo. Jak długo tutaj jesteś, udając, że umarłeś cztery lata temu.
- Trzy i pół roku.
Pokiwała głową, a z jej ust wyrwał się cichy, nieprzyjemny śmiech.
- I pomyśleć, że prawie spieprzyłam sobie życie opłakując twoją śmierć.
Zamarłem w bezruchu wpatrując się w jej kruchą, zgarbioną postać.
Odchrząknąłem, a kiedy ruszyła w stronę wyjścia, zatrzymałem ją pierwszym pytaniem, jakie wpadło mi do głowy.
- Gdzie jest Nick?
- Nick? – powtórzyła, odwracając się w moją stronę. – Nick już nigdy więcej tutaj nie przyjdzie – powiedziała tylko i nie wyjaśniając niczego więcej, wybiegła z cmentarza, zostawiając mnie zupełnie samego ze swoimi myślami.

*****

Z punktu widzenia Raven

- Dlaczego?! Dlaczego nie powiedziałeś mi, że on żyje?! – wrzasnęłam, wpadając do skrzydła szpitalnego i zbliżając się do Nicka, szybkim krokiem.
Chłopak uśmiechnął się do mnie słabo i złapał mnie za rękę.
- Obiecałem milczenie.
Miałam ochotę wrzeszczeć, rozwalić wszystko co wokół mnie stało, a najlepiej rzucić się na Nicka z pięściami tak samo jak to zrobiłam z Garfieldem.
Ale…
Nick był u kresu swoich sił.
Był bardziej blady niż wtedy, gdy wychodziłam, jego czarne włosy pod wpływem potu przykleiły mu się do czoła, a z oczu…
Z oczu ziała przeraźliwa pustka.
- Oh Nick… – wyszeptałam, kładąc głowę na jego klatce piersiowej.
Nie byłam w stanie powiedzieć niczego więcej, tym bardziej, że jego długie palce zaczęły głaskać mnie po włosach.
Czułam, że słabnie coraz bardziej.
- Od kiedy wiesz, że on… – zaczęłam, pragnąć usłyszeć jego jedwabisty głos.
- Od trzech lat. Któregoś razu po prostu zderzyłem się z nim na cmentarzu i… Nieźle go wtedy skopałem – zaśmiał się cicho, a w jego oczach zabłyszczały lekkie iskierki.
Nie odezwałam się, przypominając sobie, jak jeszcze dwadzieścia minut temu sama okładałam Gara pięściami.
- Rozmawiałaś z nim?
Westchnęłam, zdejmując buty i kładąc się obok niego.
- Wymieniliśmy tylko parę zdań.
- No tak, mogłem się tego po tobie spodziewać – roześmiał się, przyciągając mnie do siebie i zamykając w szczelnym uścisku. Odetchnęłam głęboko, wciągając w nozdrza znajomy zapach, który natychmiast ukoił moje rozszalałe nerwy. – Wiem, że może zabrzmi to niedorzecznie, ale miał powód by się przed wszystkimi ukrywać. Musiał nauczyć się… paru rzeczy, zanim oficjalnie powróciłby do świata żywych.
- Nie obchodzi mnie to – mruknęłam, przytulając się do niego jeszcze mocniej.
- Nie prawda – zaśmiał się cicho, równocześnie całują mnie w czoło. – Gdyby wrócił był by zagrożeniem.
- Nick… Ja naprawdę nie chcę tego słuchać – przerwałam mu, podrywając głowę do góry i patrząc w jego czarne oczy.
- No dobrze – mruknął, ulegając mojemu spojrzeniu i przymykając powieki. – W takim razie prześpij się ze mną – dodał sennie, rozluźniając się i oddychając głębiej niż zwykle.
- W tym stanie chcesz uprawiać seks? – zapytałam niewinnym głosem, nie mogąc powstrzymać się od odrobiny złośliwości.
Nick wyszczerzył zęby, kładąc obie dłonie na moich plecach.
- Chciałem po prostu udać się z tobą do krainy snów, ale skoro masz na mnie aż tak wielką ochotę… – wymruczał, zaczynając składać pocałunki na mojej szyi.
- Zawsze mam na ciebie ochotę – mruknęłam, wywołując jego cichy śmiech. – Tylko tym razem to chyba nie wyjdzie ci na dobre – dodałam, z wysiłkiem się od niego odsuwając.
- Nie, jeśli to ty będziesz na górze i nie pozwolisz mi się wysilać – powiedział cichym, pociągającym głosem, a ja poczułam, że się rumienię.
- Jesteś niemożliwy – szepnęłam, pochylając się na nim i tonąc w jego czarnych tęczówkach.
- Wiem – odszepnął, wywołując mój cichy śmiech, po czym złączył nasze usta w pocałunku.

*****

Leżałam obok niego, głaszcząc go po klatce piersiowej.
Mimo tego, że był pogrążony we śnie, na jego twarzy trwał delikatny uśmiech, a na policzkach wciąż znajdowały się rumieńce wywołane tym, co robiliśmy jeszcze dziesięć minut temu.
Był taki piękny.
Pogładziłam jego miękkie, czarne włosy, odrobinę mokre od potu, następnie lekki zarost na policzku, który delikatnie podrapał opuszki moich palców, później zjechałam ręką z powrotem do jego klatki piersiowej. Westchnęłam cicho, przytulając twarz do jego piersi i pozwalając łzom z powrotem popłynąć po mojej twarzy.
- On naprawdę umiera, prawda?
Wolno uniosłam głowę, a następnie zamarłam, widząc kto stoi w drzwiach.
Jego zielone oczy, wolno prześlizgnęły się po mojej zapłakanej twarzy, potarganych włosach, a następnie zerknęły na nasze ubrania leżące na podłodze. Przez krótką chwilę wydało mi się, że dostrzegłam w nich coś na kształt bólu, jednak jego oczy szybko straciły jakikolwiek wyraz.
- Co tu robisz? – zapytałam cicho, tak żeby nie obudzić Nicka, po czym opuściłam nogi na podłogę i sięgnęłam po swoją koszulkę.
- Przyszedłem odwiedzić najlepszego przyjaciela, to aż takie dziwne? – zapytał, nie odrywając ode mnie wzroku i uważnie przyglądając się jak się ubieram.
- Szczerze mówiąc tak. W końcu w twoim stylu jest zaszyć się w jakieś dziurze na parę lat, a nie stawiać czoła problemom.
Garfield przekrzywił głowę z niezadowoleniem, ale nic nie odpowiedział.
- Niczego nie rozumiesz – mruknął w końcu, obserwując jak naga skóra moich nóg znika pod materiałem jeansów.
- Może nie chcę niczego rozumieć – powiedziałam, zapinając guzik od spodni i jak gdyby nigdy nic, z powrotem kładąc się koło Nicka. – Jeżeli przyszedłeś zakłócać jego spokój, to radzę ci się stąd wynosić zanim sama cię do tego zmuszę.
- Nie możesz zabronić mi pożegnać się z najlepszym przyjacielem – powiedział spokojnie, odrywając się od drzwi i podchodząc do łóżka, na którym leżeliśmy.
- Nawet nie waż się go budzić – wycedziłam przez zęby, posyłając mu mordercze spojrzenie.
- Po prostu przy nim posiedzę – mruknął, wytrzymując mój wzrok i siadając na pobliskim krzesełku po drugiej stronie Nicka.
Jego oczy nie odrywały się od mojej twarzy, zupełnie tak jakby próbując zapamiętać każdą jej rysę. Nie ukrywam, że czułam się przez to niezwykle wręcz skrępowana, jednak nie za bardzo wiedziałam co mam mu powiedzieć, więc po krótkiej chwili namysłu wtuliłam twarz w klatkę piersiową Nicka i mocno zacisnęłam powieki. Nawet się nie spostrzegłam, kiedy Morfeusz zabrał mnie w podróż po krainie snów.

*****

Bardzo przepraszam, za drobne opóźnienie, ale przez te okropne burze, nie miałam prądu, a co za tym idzie również internetu aż o dzisiaj.
Jestem mile zaskoczona, że ktoś jednak nadal tu zagląda – dziękuję za miłe słowa, bardzo motywują :D
Kolejny rozdział pojawi się w ciągu dwóch, trzech dni.
Luna :)

53 | Pragnienie

Otworzyłam oczy, ale nie na długo, ponieważ ostatnie promienie słońca poraziły mnie swoim blaskiem. Zanim jednak ponownie odpłynęłam do krainy snów, przed moimi oczami stanęła blada twarz Smoka.
- Nick… – wychrypiałam, zmuszając się do zmrużenia oczu.
Skrzydło szpitalne skąpane było w delikatnym blasku zachodzącego słońca, a śnieżnobiałe ściany wyglądały dokładnie tak samo jak cztery lata temu. Jedyne co uległo zmianie to położenie kroplówki, do której podłączona była osoba, szczelnie przykryta białą, puchową pościelą.
- Nick… – powtórzyłam, tym razem całkowicie przytomniejąc. Odrzuciłam miękką kołdrę i stanęłam bosymi stopami na zimnej podłodze. Moje nogi były jak z waty, z wielką trudnością stawiałam kolejne kroki, ale w końcu udało mi się do niego dotrzeć. Kiedy spojrzałam na jego wykrzywioną bólem twarz, po moich policzkach potoczyły się łzy, które niefortunnie skapnęły na jego nos. Dopiero wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jego powieki lekko się uchyliły.
- Rachel… – wyszeptał, równocześnie siląc się na uśmiech. – Tak bardzo cię przepraszam… Proszę… Ty musisz mi wybaczyć…
- Ciii… – odpowiedziałam równie cicho, klękając na podłodze i przybliżając głowę do jego twarzy. – Powinieneś odpoczywać.
- Odpoczynek mi nie pomoże – uśmiechnął się smutno, wyciągając drżącą rękę i ocierając łzy z moich policzków. – To cena, którą płacę za przyjmowanie Venefici. Moje życie… właśnie dobiega końca.
- Nie mów tak… Ja znajdę lekarstwo i…
- Rachel… – jego dłoń delikatnie zmusiła mnie do spojrzenia mu w oczy. – Dobrze wiesz, że nie ma lekarstwa.
Zapadła cisza podczas, której nie wiedziałam co mam powiedzieć. Coś ścisnęło mnie w gardle, a pojedyncze łzy płynące z moich oczu zmieniły się w prawdziwy potok.
- Nie… Ty… Nie możesz… Nie możesz… Nie możesz mnie zostawić… – załkałam, wtulając twarz w jego miękkie, czarne włosy. – Nie ty… Bez ciebie sobie nie poradzę…
- Przestań – wyszeptał mi do ucha, zamykając mnie w szczelnym, delikatnym uścisku. – Nigdy cię nie zostawię, zawsze będę przy tobie.
- Kłamiesz – jęknęłam głośno, tym razem nie powstrzymując szlochu, który targnął moim ciałem. – Jeśli odejdziesz ja… Ja się…
- Nawet tak nie mów – przerwał mi ostro, odrywając mnie od swojego ciała. – Jeśli cokolwiek sobie zrobisz, nigdy ci nie wybaczę rozumiesz?!
Spojrzałam w jego rozgniewane oczy i ponownie wybuchnęłam płaczem. Jego surowe oblicze złagodniało, a w oczach również zalśniły łzy.
- Obiecaj mi. Obiecaj, że będziesz żyła pełnią życia. Że nie powtórzysz tego gówna, w które się wkopałaś pół roku temu. Że będziesz szczęśliwa.
- Nie będę… Nie bez ciebie…
- Obiecaj mi Rae… Błagam to moje największe pragnienie. Tak bardzo chcę, żebyś była bezpieczna i szczęśliwa…
Spojrzałam w jego oczy, aby ponownie zaprotestować, ale rozpacz malująca się na jego twarzy zamknęła moje usta.
- Nick…
Chłopak pochylił się niczym na komendę i złożył na moich ustach pocałunek, lekki niczym dotyk motylich skrzydeł. Następnie trącił nosem moje ucho i wyszeptał tak cicho, że ledwie mogłam go usłyszeć przez szloch, który niekontrolowanie szarpał moim ciałem:
- Obiecaj mi to kochanie.
Zadrżałam, opuszczając głowę.
- Dobrze.

*****

Leżałam na zimnej podłodze, trzymając Nicka za rękę i modląc się po kolei do wszystkich bogów jakich znałam lub o jakich słyszałam o jego cudowne uzdrowienie. Pozostali Tytani próbowali robić co tylko wpadło im do głowy, ale widząc, że Nick coraz bardziej słabnie, a ja nie reaguję na ich słowa i prośby, w końcu zostawiali nas w spokoju. Kiedy czarnowłosego dopadały ataki krwawego kaszlu, próbowałam mu ulżyć jak tylko mogłam, ale nawet moja magia nie była w stanie mu pomóc.
Nic nie działało.
- Jesteś panem ciemności do jasnej cholery! – wrzasnęłam, w końcu przez łzy, kiedy następnego dnia Nick prawie udławił się własną krwią. – Naprawdę niczego nie da się zrobić?! Nie możesz wezwać jakieś mrocznej istoty, która mogłaby cierpieć za ciebie?! Przejąć ten cholerny dług za to pierdolone Venefici?!
W odpowiedzi Nick jedynie uśmiechnął się do mnie smutno, pogłaskał mnie po policzku, po czym bez sił opadł z powrotem na poduszki.
Z mojego gardła wydarł się pełen bólu jęk, kiedy po raz kolejny wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową, która poruszała się z coraz większym trudem.
- Rae… – odezwał się Nick, kiedy ostatnie promienie zachodzącego słońca, leniwie przesuwały się po naszych twarzach. – Jest coś o czym musisz wiedzieć.
- Ciii… Nie przemęczaj się… – mruknęłam, głaszcząc go po głowie.
- Ja… Obiecałem coś komuś dawno temu… – ciągnął niewzruszony, patrząc przed siebie niewidzącym wzrokiem. – Ale muszę złamać tą obietnicę zanim odejdę, bo tak… Tak będzie lepiej…
- Hmm..? O czym ty mówisz? – zapytałam, wtulając się w niego jeszcze bardziej.
- Okłamałem cię kochanie.
Wolno podniosłam głowę i spojrzałam w jego czarne oczy, w których nie było już śladu po wesołych ognikach, które codziennie mogłam w nich dostrzec.
- Nie rozumiem.
- Nie za bardzo wiem jak ci to powiedzieć – przyznał, przekrzywiając nerwowo głowę. – Może lepiej będzie gdy… Jaki jest dzisiaj dzień tygodnia?
- Niedziela – odpowiedziałam, nadal niewiele z tego wszystkiego rozumiejąc.
- Kochanie, czy mogłabyś coś dla mnie zrobić? – zapytał, a na jego twarzy pojawiła się delikatna ulga.
- Tak, jasne, że tak.
- Pojedź dzisiaj na grób do Garfielda.
Zamarłam, zupełnie nie spodziewając się słów, które wydostały się z jego ust.
- Nie mogę – odpowiedziałam, ale nie zdążyłam się od niego odsunąć, ponieważ złapał mnie za nadgarstek i nie pozwolił mi się ruszyć.
- Proszę – powiedział tylko, a ja westchnęłam ciężko.
Był taki blady.
Taki słaby.
Wystarczyłoby, żebym mocniej szarpnęła nadgarstkiem, aby wyswobodzić się z jego uścisku.
Jego oczy, pozbawione blasku były takie smutne.
- Dobrze – mruknęłam w końcu, przypominając sobie ile razy on robił dla mnie rzeczy, na które zupełnie nie miał ochoty. – Jeżeli to ma cię uszczęśliwić to pójdę tam i zapalę za ciebie tego cholernego znicza.
Nick uśmiechnął się do mnie blado, po czym puścił mój nadgarstek.
- Idź i wracaj do mnie szybko.
- Teraz..? – zapytałam zdziwiona, ale posłusznie wstałam z podłogi.
- Tak teraz kochanie. Muszę wiedzieć, że mnie nie wykiwałaś zanim opuszczę ten upierdliwy świat.
- Bardzo śmieszne – burknęłam, zakładając buty. – I tak się nie dowiesz jeżeli pójdę na kawę, a nie na ten głupi cmentarz.
- Będę wiedział czy tam byłaś, tego możesz być pewna.
Westchnęłam ciężko, po czym pocałowałam go delikatnie i ruszyłam do wyjścia.
- Zaraz wrócę. Nie waż się umierać, bo cię zabiję – warknęłam, zamykając za sobą drzwi.
Do windy odprowadził mnie jego cichy śmiech.

*****

- Co za chory, popierdolony wręcz pomysł. Co chwile mówi, że zaraz umrze, ale zamiast pozwolić mi przy sobie siedzieć to wysyła mnie na ten cholerny cmentarz – marudziłam pod nosem, boleśnie uświadamiając sobie, że przekleństwami próbuję dodać sobie odwagi. – To głupie – westchnęłam w końcu, mając na myśli swój wulgarny język. – Przecież Nick nie lubi, gdy przeklinasz.
Westchnęłam ciężko stając przed wejściem do cmentarza.
- Przecież ja nawet nie pamiętam drogi – mruknęłam cicho, opuszczając głowę.
„ Kłamczucha…” – odezwał się cichy głos w mojej głowie, a ja nerwowo potarłam kark.
Fakt.
Pamiętałam drogę.
Drogę i każdy kamień jaki na niej leżał.
- Dobra, miejmy to już za sobą – szepnęłam, zaciskając dłonie w pięści i stanowczym krokiem ruszyłam przed siebie.
Dwadzieścia kroków prosto… Skręt w lewo… Pięćdziesiąt trzy kroki przed siebie… Skręt w prawo…
I…
Zatrzymałam się w pół kroku, zauważając, że nad grobem Garfielda ktoś stoi. Wysoka postać w czarnej bluzie, pochylała się nad grobem, widocznie mocno się nad czymś zastanawiając.
Uznałam, że go zignoruję, zapalę tego głupiego znicza i wrócę do Nicka, więc odetchnęłam głęboko i znowu ruszyłam w stronę grobu.
Kiedy się zbliżyłam, chłopak drgnął i gwałtownie się wyprostował.
- Wyjątkowo długo musiałem na ciebie czekać Smoku… – zaczął, gwałtownie przerywając kiedy odwrócił się w moją stronę.

*****

Witam z powrotem! :)
Bardzo nie lubię zostawiać niedokończonych rzeczy, tak więc postanowiłam dokończyć tego bloga.
Tym bardziej, że niewiele mi zostało :P
Liczę na jakiekolwiek wsparcie, chociaż mam świadomość, że może nikt już tutaj nie zagląda.
Ale jeżeli ktoś to przeczytał, to mam nadzieję, że się podobało i aż tak bardzo nie wyszłam z wprawy.
Kolejna notka już jutro! :)
Luna