Archiwa

Sierpień 2017
P W Ś C P S N
« cze    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

UWAGA!

Proszę o opinię na temat mojego bloga! Nie ważne ile masz lat – chętnie dowiem się co sądzisz o moich opowiadaniach! Więc zostaw komentarz bo to motywuje do dalszego pisania :) Luna

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 52346
  • Dzisiaj wizyt: 29
  • Wszystkich komentarzy: 569

Najnowsze wpisy

Epilog

- Dobra robota Roth. Możesz być z siebie dumna.
Uśmiechnęłam się na słowa szefowej, poprawiając okulary przeciwsłoneczne na nosie i obserwując, jak policja pakuje do radiowozu „Krwawego Malarza” tego samego, który zamordował porywacza Gwiazdki.
- Masz tydzień wolnego. Potem dostaniesz kolejne zlecenie.
- Tak jest – odpowiedziałam, rozłączając się i chowając telefon do kieszeni spodni.
- Trochę mi go szkoda – usłyszałam głos Rudej, która stanęła obok mnie i odprowadziła wzrokiem, odjeżdżający radiowóz. – Może i był mordercą, ale zabijał tylko innych kryminalistów. No i mnie uratował.
- Morderstwo to morderstwo – mruknęłam, odwracając się do niej plecami i zerkając na zachodzące słońce. – To bez różnicy czy miał dobre intencje.
- Może i masz rację – zaśmiała się, opierając się o moje ramię i również wpatrując się w niebo.
Stałyśmy koło zrujnowanej fabryki na skraju Jump City.
- Masa wspomnień, prawda? – rzuciła Star, zerkając na zrujnowany budynek.
- Taa… – mruknęłam, nie chcąc ciągnąć tematu.
Fabryka.
Wieża.
Całe Jump City.
Za dużo wspomnień.
- Co teraz zrobisz? – wyrwała mnie z zamyślenia Ruda, delikatnie ciągnąc w stronę zaparkowanego nieopodal czarnego forda. – Zostaniesz w Jump City?
- Nie – zaprzeczyłam, pozwalając jej ująć moją dłoń i poprowadzić się do auta. – Minęły już dwa miesiące od śmierci Nicka. Mam zamiar wrócić do naszego mieszkania i…
- Sprzedasz je? – wtrąciła mi się w pół zdania Ruda, ze zdziwienia rozchylając wargi.
- Nie. Nie byłabym w stanie – uśmiechnęłam się lekko, rozbawiona jej przerażeniem. – Ale zostać tam też nie mogę. Nie potrafiłabym tam mieszkać bez niego.
- Rozumiem.
Zamilkłyśmy, wsiadając do samochodu.
Gwiazdka odpaliła silnik i wyjechała na drogę, a ja zapatrzyłam się w okno.
- Star… Czy mogłybyśmy…?
- Jasne.
Uśmiechnęłam się lekko, po czym przymknęłam oczy.
Nienawidziłam momentu, w którym kończyłam zlecenie.
Czułam się wtedy taka pusta.
- Gar się odezwał? – przerwała ciszę Ruda, gwałtownie skręcając w lewo.
- Nie – odpowiedziałam krótko, sięgając po torebkę i wyjmując z niej paczkę papierosów. – Masz coś przeciwko? – zapytałam, machając jej przed oczami fajkami.
- Nie, chociaż wolałabym, żebyś nie paliła. To cholernie nie zdrowe.
- Nick lubił palić – mruknęłam, wkładając papierosa do ust i podpalając go zapalniczką.
- Tak, ale z tego co wiem to rzucił, bo nie lubiłaś gdy śmierdziało od niego dymem.
Nie opowiedziałam, otwierając szybę i wolno wypuszczając dym z ust.
Patrzyłam jak obłok dymu znika na wietrze, po czym znowu zaciągnęłam się papierosem.
Po pięciu minutach jazdy, Ruda zjechała na pobocze i zgasiła silnik.
- Pójdę kupić…
- Nie trzeba, byłam tu rano, więc wszystkie znicze powinny się jeszcze palić – przerwałam jej, wychodząc z auta i pewnym krokiem ruszając ku bramie cmentarza, wyrzucając po drodze niedopałek i gasząc go butem.
Pochowałam Nicka na miejscu pustego grobu Garfielda.
Nikt nie miał nic przeciwko.
Kiedy stanęłam nad czarnym pomnikiem, ukucnęłam i położyłam dłoń na chłodnym grobie.
- Cześć kochanie – powiedziałam cicho, z czułością głaszcząc zimny kamień. – Złapałam dzisiaj tego Krwawego Malarza, którego „dzieła” mieliśmy okazję wspólnie oglądać. Dobrze się ukrywał, ale w końcu się potknął i to nam wystarczyło. Razem z Gwiazdką dorwałyśmy go w starej fabryce na przedmieściach. Szkoda, że nie widziałeś jaki był zdziwiony, że go znalazłyśmy – zaśmiałam się cicho, gdy poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
- Na pewno byłby z ciebie dumny – odezwała się Ruda, a ja wolno podniosłam się z ziemi.
- Wiem – odparłam, uśmiechając się lekko.
Stałyśmy tam jeszcze krótką chwilę, po czym wolnym krokiem opuściłyśmy cmentarz.

*****

Pół roku później

- Już idę, idę! – krzyknęłam, wychodząc z łazienki i wycierając włosy ręcznikiem. – Skoro nie otwieram drzwi to znaczy, że mnie nie ma albo, że jestem kurwa zajęta i trzeba chwile poczekać! – dokończyłam, z wściekłością otwierając drzwi na oścież.
Znieruchomiałam, opuszczając ręcznik na podłogę, gdy tylko zobaczyłam kto stoi w drzwiach.
- Wróciłem – powiedział cicho Garfield, posyłając mi lekki, trochę zakłopotany uśmiech.
Otworzyłam usta.
Zamknęłam je.
I znowu otworzyłam.
- Siedem miesięcy – powiedziałam w końcu, mierząc go ostrym spojrzeniem. – Siedem, długich, pierdolonych miesięcy! Siedem jebanych miesięcy, żeby kurwa ułożyć swoje pierdolone sprawy! – klęłam, z wściekłością dźgając go palcem w pierś. – Ty cholerny…
- Mogłabyś już przestać przeklinać i powiedzieć mi, że za mną tęskniłaś..? – przerwał mi Bestia, pociągając mnie do mieszkania i zamykając za sobą drzwi. – Mówiłem ci, że to trochę potrwa… Ale było warto.
Westchnęłam, patrząc w jego rozbawione oczy, które obserwowały jak z całych sił próbuję utrzymać powagę.
- Tak? Było warto? Potrafisz już się kontrolować? – zakpiłam, opierając się o ścianę i prowokacyjnie oblizując usta.
- Przestań tak robić, bo cała ta kontrola pójdzie się jebać.
Zaśmiałam się, obejmując go delikatnie i kładąc głowę na jego ramieniu.
- Tęskniłam – szepnęłam, przytulając go odrobinę mocniej. – Bardzo tęskniłam, ale nie szukałam cię, tylko czekałam, tak jak ci obiecałam. Bo wiedziałam, że do mnie wrócisz.
- Też tęskniłem – wymruczał Gar w moje włosy. – Te namiary, które podał mi Nick zaprowadziły mnie do pewnego człowieka, który pomógł mi pozbyć się tego potwora, który we mnie zamieszkał. Teraz… Teraz jestem taki jak dawniej i już nigdy… Nigdy cię nie zostawię. Nigdy. Nigdy. Nigdy – powtarzał, po każdym słowie, składając na moich ustach pocałunek.
- Och, jestem tego pewna, ponieważ nie zamierzam znowu pozwolić ci odjeść. Jesteś na mnie skazany do końca swojego życia Logan – powiedziałam, przymrużając oczy i przeczesując jego włosy palcami.
Garfield zaśmiał się, kładąc dłonie na moich biodrach.
- A ty jesteś skazana na mnie Rachel. Do końca życia, a nawet po śmierci. Jesteś moja i tylko moja – wychrypiał Bestia, pochylając się nad moją twarzą. – Kocham cię.
- Ja ciebie też – wyszeptałam, łącząc nasze usta w długim i namiętnym pocałunku.

Kilka lat później

Stałam, zapatrzona w ostatnie promienie zachodzącego słońca, a zimna woda obmywała moje stopy, które zapadały się w mokrym piasku. Westchnęłam cicho, mimowolnie łapiąc w dłoń medalion przedstawiający smoka oraz kruka i pogrążając się we wspomnieniach.
Bywały dni kiedy bardzo za nim tęskniłam, ale…
Nagle moją dłoń oplotły czyjeś ciepłe palce.
Spojrzałam na ciebie, a w twoich oczach zaiskrzyły radosne iskierki, kiedy tylko zwróciłam na ciebie uwagę.
Uśmiechnęłam się delikatnie, a wtedy objąłeś mnie w pasie i przycisnąłeś do swojej klatki piersiowej, zatapiając nos w moich rozwianych włosach.
Kiedy tylko poczułam ciepło twojego ciała i usłyszałam twoje szybko bijące serce, wszystkie moje wątpliwości i zmartwienia wyparowały.
Znowu zaczęłam wierzyć, że nasza miłość pokona wszystkie przeszkody.
Kiedy musnąłeś moje usta swoimi, zamknęłam oczy, a wszystko dokoła przestało się liczyć.
Istniałeś tylko ty i ja.
Oraz nasze pragnienie by ta chwila trwała wiecznie…

KONIEC

*****

To już koniec historii Raven i Bestii na tym blogu.
Dziękuję wszystkim tym, którzy dotrwali do końca, którzy wspierali mnie w każdym momencie i nie pozwolili mi zakończyć tej opowieści w połowie.
Dziękuję za tą wspaniałą przygodę, którą pomogliście mi stworzyć swoimi motywacjami, za wszystkie miłe słowa i za uwagi, które pozwoliły mi się czegoś nauczyć i pisać lepiej.
Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję.
Chciałabym także, żebyście nie załamywali się tym, że ta historia dobiegła końca, bowiem wszystko się kiedyś kończy i niczego nie można ciągnąć wiecznie.
Ale jak to kiedyś ktoś powiedział „Koniec jednej historii to tylko początek drugiej”.
Do założenia tego bloga zachęciła mnie inna bloggerka i to samo chciałabym teraz ja uczynić.
Twórzcie.
Bawcie się słowami.
Wymyślajcie historie.
To jak potoczy się historia Raven i Bestii może zależeć tylko od was.
Wystarczy, że weźmiecie do ręki długopis i pochylicie się nad kartką papieru.
A gdy dostrzeżecie jaka przyjemność płynie z tworzenia własnego opowiadania, nie będziecie już w stanie przestać.
Przynajmniej tak było w moim przypadku.
Jeszcze raz dziękuję, że byliście ze mną.
Luna

56 | Ty…



Szłam przed siebie.
Udawałam, że nie słyszę twoich szybkich kroków, podążających za mną.
Udawałam, że nie słyszę słów wypowiadanych przez twoje usta.
Udawałam, że nie istniejesz.
Bo dla mnie przestałeś istnieć cztery lata temu.
W momencie, w którym myślałam, że udało mi się od ciebie uciec, gdy zamykałam drzwi od swojego pokoju, twoje mocne palce oplotły mój nadgarstek, nie pozwalając mi zrobić kolejnego kroku.
Kroku, który oddaliłby mnie od ciebie.
- Rachel…
Wolno uniosłam głowę i spojrzałam prosto w te szmaragdowe tęczówki, które kiedyś tak bardzo kochałam.
- Zostaw mnie – powiedziałam cicho, nie odwracając wzroku.
Poczułam chorą satysfakcję w momencie, w którym zobaczyłam w twoich oczach przebłysk bólu.
Tak bardzo chciałam cię w tym momencie zranić.
Zrobić coś, dzięki czemu poczułbyś się tak strasznie jak ja.
Coś co odebrałoby ci chęć do życia.
Ale mimo tego jak bardzo mnie skrzywdziłeś, nie potrafiłam zmusić się do tego, aby podarować ci kolejną falę bólu.
Zamiast tego brutalnie wyrwałam się z twojego uścisku i zatrzasnęłam ci drzwi tuż przed nosem.
- Rachel, wpuść mnie – twoje błagalne wołanie, sprawiło, że drgnęłam. – Błagam, wpuść mnie.
- Wynoś się stąd – syknęłam, przylegając plecami do drzwi. – Wynoś się do tego swojego pieprzonego lasu i nie wracaj. Nie potrzebuję cię. Nie chcę cię potrzebować. Nie chcę – powtarzałam niczym modlitwę w momencie, w którym zignorowałeś moje słowa i siłą wszedłeś do pokoju.
Siła jaką użyłeś, odrzuciła mnie od drzwi, ale ty jak zawsze nie pozwoliłeś mi upaść.
Zamarłam czując twoje umięśnione ramiona, podtrzymujące moją talię i plecy.
- Wybacz, ale to było niezbędne – wychrypiałeś, nie mogąc oderwać oczu od mojej twarzy.
W momencie, w którym twój nos musnął mój, raptownie otrzeźwiałam i niczym dzikie zwierze, wyrwałam się z twoich objęć.
- Dlaczego..? Dlaczego mi to robisz..? – zapytałam, zanim zdążyłam pomyśleć nad swoimi słowami, równocześnie cofając się jak najdalej od niego. – Dlaczego..?
- Dlaczego robię co? – odpowiedziałeś pytaniem, równocześnie wolno się do mnie zbliżając.
Trwało to krótką chwilę – podchodziłeś coraz bliżej, a ja starałam się od ciebie uciec.
Aż do chwili, w której moje plecy oparły się o zimną ścianę.
Wtedy wbiłeś we mnie spojrzenie swoich szmaragdowych oczu, równocześnie blokując mi drogę ucieczki.
Staliśmy więc w bezruchu, czekając na to, które z nas pierwsze wykona jakiś ruch.
Delikatnie drżałeś ze zdenerwowania, usilnie próbując to ukryć, ale mimo tylu minionych lat ja nadal potrafiłam, czytać z ciebie niczym z otwartej księgi.
Bałeś się.
Bałeś się tego co mogę powiedzieć.
Tego, że mogę cię już nie chcieć.
Wzięłam więc głębszy oddech i otworzyłam usta, aby wypowiedzieć to jedno zdanie, którego tak bardzo się obawiałeś.
Już cię nie kocham.
Odejdź.
Nie chcę cię.
Ale…
Z moich ust nie wydobył się żaden dźwięk.
Stałam tak chwilę, próbując zmusić się do mówienia, ale…
W końcu jedynie z powrotem zamknęłam usta.
A ty nadal stałeś w bezruchu zupełnie tak, jakbyś bał się, że mnie spłoszysz.
Wstrzymałeś powietrze w momencie, w którym mój wzrok ześlizgnął się na twoje usta.
Nie potrafiłam się powstrzymać.
Tak bardzo za tobą tęskniłam.
Za twoimi oczami.
Za twoim uśmiechem.
Za smakiem twoich ust.
Drgnęłam kiedy ty, jakby czytając w moich myślach, przygwoździłeś mnie do ściany i pochyliłeś się nad moją twarzą.
Ale dopiero wtedy, kiedy zyskałeś pewność, że nie chcę uciec, złączyłeś nasze usta w krótkim, delikatnym pocałunku.
Kiedy się ode mnie oderwałeś, cofnąłeś się do tyłu, jakby przerażony swoim poprzednim czynem.
- Przepraszam ja… Nie mogłem się dłużej powstrzymać… – wychrypiałeś, patrząc na mnie z takim pożądaniem, jakbym była pięknym, ale nieosiągalnym skarbem.
Zapadła cisza, podczas której znów jedynie patrzyliśmy sobie w oczy.
Dopiero kiedy spostrzegłam, że twój wzrok ponownie przyćmił ból, zorientowałam się, że płaczę.
- Rachel…
Nie odpowiedziałam robiąc krok w twoją stronę.
Przerwałeś więc, czekając na mój kolejny ruch.
A ja ponownie wolno się do ciebie zbliżyłam.
I znowu…
I znowu…
Aż w końcu stanęłam tuż przed tobą.
Pochyliłeś lekko głowę, aby móc spojrzeć na moją twarz, a wtedy uniosłam dłoń i dotknęłam twojego policzka.
- Jesteś prawdziwy..? – zapytałam szeptem, niczym przestraszone dziecko, które boi się odezwać odrobinę głośniej, w obawie o konsekwencje. – Czy ty naprawdę tutaj jesteś..? Czy to kolejny sen, z którego zaraz się obudzę..?
W momencie, w którym przestałam mówić, po twoim policzku potoczyła się słona łza, która zwilżyła opuszki moich palców.
- Rachel… – wyszeptałeś ponownie, przygarniając mnie do siebie i zamykając w szczelnym uścisku. – Jestem tu. I już nigdy cię nie zostawię.
Twój zapach.
Twoje ciepłe ramiona.
Twoje słodkie usta, dociśnięte do czubka mojej głowy.
Twój oddech muskający moje włosy.
Ty.
Wtuliłam się w ciebie gwałtownie, mocno, jakby bojąc się, że zaraz znikniesz.
Nawet nie drgnąłeś, kiedy wbiłam w twoje ciało paznokcie, równocześnie wybuchając nagłym płaczem, którego nawet ja się nie spodziewałam.
To było silniejsze ode mnie.
Nie ważne jak bardzo chciałam cię od siebie odsunąć.
Nie mogłam tego zrobić, bo byłeś moim powietrzem.
Bez ciebie jedynie się dusiłam.
Gwałtownie oderwałam się od ciebie, jednak tylko po to, aby ponownie złączyć nasze usta. Z początku byłeś zaskoczony, ale po chwili odpowiedziałeś na tą pieszczotę ze zdwojoną siłą. Pozwoliłam, aby twój ciepły język oplótł mój.
Pozwoliłam, aby twoje ręce rozpoczęły wędrówkę po moim ciele.
Tak bardzo cię pragnęłam.
Tak bardzo.
Ale gdy podwinąłeś moją koszulkę, poczułam chłód medalionu w zagłębieniu mojej szyi.
I przestałam odpowiadać na twoje pieszczoty.
Zamarłeś, nie wiedząc co się stało.
Myśląc, że zrobiłeś coś nie tak.
- Wybacz Garfield – powiedziałam cicho, cofając się o krok i nie patrząc w twoje oczy. – Wybacz, ale teraz… Należę do kogoś innego.
Twój wzrok ześlizgnął się na wisiorek przedstawiający kruka i smoka, a w twoich oczach błysnęło zrozumienie.
- Wiem – powiedziałeś w końcu, przywołując na twarz wymuszony uśmiech. – Cieszę się, że jesteście razem. Że jesteś szczęśliwa.
- Jestem – potwierdziłam, nagle zdając sobie sprawę, że wcale nie kłamię. – Kocham go.
Iskierki w twoich oczach przygasły, ale niespodziewanie uśmiech przestał być sztuczny.
- Wracajmy już do niego – powiedziałeś, niespodziewanie łapiąc mnie za rękę i delikatnie ciągnąc w stronę drzwi. – Na pewno się o nas niepokoi.

*****

Obserwowałeś jak kładę się koło Smoka i przytulam się do jego piersi.
Jak jego dłoń gładzi mnie po włosach.
Jak uśmiecham się pod wpływem jego kiepskiego żartu.
Jak rumienię się w odpowiedzi na komplement z jego ust.
Jak chętnie odpowiadam na jego pocałunki.
Siedziałeś i patrzyłeś na nas z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Trwałeś przy swoim najlepszym przyjacielu mimo, że czasami widziałam ból w twoich oczach.
Starałeś się go rozśmieszać.
Opowiadałeś mu historie, kiedy nie miał już siły z nami rozmawiać.
Zmuszałeś go do jedzenia, kiedy mi się to nie udawało.
Dbałeś o to, aby nie zakrztusił się własną krwią, kiedy dostawał ataków kaszlu.
Siedziałeś tam i wspierałeś go najlepiej jak tylko umiałeś.
Pewnego wieczora leżałam, przytulona do Nicka i udawałam, że śpię.
Jego ciepłe ręce głaskały mnie po włosach, a usta co jakiś czas muskały czubek mojej głowy.
- Wiesz Gar… – wychrypiał nagle, zwracając się do ciebie. – Nigdy nie myślałem, że będę w stanie kogoś tak bardzo pokochać jak Rachel.
Poczułam w piersiach przypływ ciepła, ale nadal udawałam, że trwam w krainie snów.
- Kiedyś poprosiłeś mnie, żebym się nią opiekował, pamiętasz?
- Jasne, że tak – odpowiedziałeś, a ja mimowolnie drgnęłam, na dźwięk twojego głosu.
- Chciałbym cię prosić, żebyś się teraz odwdzięczył – kontynuował Smok, nadal głaszcząc mnie po włosach. – Kiedy mnie zabraknie… Zadbaj o nią.
- Nie masz się czym martwić przyjacielu – zapewniłeś, a ja poczułam twoje palce, muskające moją dłoń. – Zrobiłbym to nawet bez twojej prośby.
- Wiem – odpowiedział Nick, a w jego głosie wyczułam nutkę rozbawienia. – Wiesz… – przerwał poważniejąc. – Ona nigdy o tobie nie zapomniała. Nigdy… Nigdy nie przestała cię kochać.
Nie odpowiedziałeś, ale twoje palce ponownie musnęły moją skórę.
- Czasami byłem nawet o to zazdrosny, ale…
- Niepotrzebnie – przerwałeś mu, a twój dotyk zniknął. – Ona naprawdę cię pokochała. Jeżeli myślisz, że zachowuje się tak tylko, dlatego, że umierasz to jesteś w błędzie – przerwałeś na krótką chwilę, jakby szykując się do wypowiedzenia kolejnych słów. – Jesteś cholernym szczęściarzem Nick. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaki jesteś dla niej ważny.
Smok nie odpowiedział, a jedynie mocniej przytulił mnie do swojej piersi.
A ty w milczeniu nam się przyglądałeś.

Nick zmarł trzy dni po tej rozmowie.
Odszedł, zamknięty w moich ramionach z delikatnym uśmiechem na twarzy.
Moje łzy długo skapywały na jego policzki, podczas gdy z moich ust wydobywało się ciche łkanie.
A ty nadal siedziałeś na krześle obok jego łóżka i trzymałeś go za chłodną już dłoń.
Nie odzywałeś się.
Nie próbowałeś odciągać mnie od jego ciała.
Cierpliwie czekałeś aż pocałuję go po raz ostatni i sama podniosę się z jego łóżka, aby następnie zakryć jego twarz prześcieradłem.
Nie pytałeś po co to zrobiłam.
Pozwoliłeś mi pożegnać się z nim na swój sposób.
A potem razem ze mną opuściłeś salę szpitalną.

Nie myślałam, że znowu poczuję w sobie tą przerażającą rozpacz.
Nie myślałam, że znowu nastanie dzień, w którym stracę wszystko.
Ale…
Poczułam twoją dłoń na swoim ramieniu i stanęłam w miejscu, zdając sobie sprawę, że nieświadomie wyszłam z wieży i stałam po kolana w wodzie, otaczającą wyspę.
Tym razem…
Odwróciłam się i wtuliłam w twoje ciepłe ciało, pozwalając sobie w końcu na przeraźliwy szloch.
Miałam ciebie…

*****

Mam nadzieję, że nie przeszkadzała Wam ta dziwna narracja w tym rozdziale, ale właśnie w ten sposób czułam, że najlepiej przedstawię emocje Raven.
Następny wpis będzie już ostatnim.
Luna

55 | Opowieść o przeszłości

Cały rozdział pisałam przy tym utworze, który serdecznie polecam:


Z punktu widzenia Raven

Oddychał tak przeraźliwie ciężko.
Jego klatka piersiowa poruszała się coraz wolniej.
Ale najgorszy był ten głośny, szarpiący całym jego ciałem, krwawy kaszel.
I to właśnie on mnie obudził.
Gwałtownie otworzyłam powieki, kiedy jego piersią wstrząsnął kolejny atak.
- Nick..? Nick! – krzyknęłam, kiedy Smok zgiął się w pół z bólu.
- Wszystko… W porządku… – wykrztusił po jakimś czasie, kiedy udało mu się już uspokoić. – Przepraszam, że cię obudziłem kochanie…
- Nie masz za co przepraszać idioto – jęknęłam, gładząc jego policzek. – Już w porządku?
- Tak – mruknął, mrużąc oczy i opierając swoje czoło o moje. – Już tak.
Nagle jego ciało zesztywniało, a po chwili delikatnie się ode mnie oderwał i wybuchnął cichym śmiechem.
- O cholera, gdybym wiedział, że osobiście się do mnie pofatygujesz jak będę umierał to zrobiłbym to wcześniej – zakpił, a jego czy delikatnie zabłyszczały w ciemności.
- Ale kurwa zabawne – warknął Garfield, wyłaniając się z cienia tuż przy oknie. Na jego ustach majaczył uśmiech, jednak oczy pozostały zmartwione.
Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, obydwoje odwróciliśmy głowy w tym samym momencie.
- Boże, zachowujecie się jak dzieci – zaśmiał się Nick, równocześnie delikatnie przyciągając mnie do swojej piersi, jakby wyczuwając, że chcę uciec z tego pomieszczenia. – Rozmawialiście już ze sobą?
- Tak – mruknęłam.
- Nie – powiedział cicho Garfield,  Smok ponownie wybuchnął śmiechem.
- Może czas wyjaśnić sobie parę rzeczy? – zapytał Nick, po czym nacisnął jakiś przycisk przy łóżku. Zanim ja albo Bestia zdążyliśmy zrobić cokolwiek, do pokoju wpadli zdyszani pozostali Tytani.
- Nick?! Co się sta… – Cyborg zamarł w bezruchu, gdy zobaczył kto stoi pod oknem.
Robin również stanął niczym sparaliżowany, z kolei Gwiazdka cofnęła się parę kroków do tyłu.
- Czy… Czy to duch którego przywołałeś Nick..? – zapytała Star, nie odrywając spojrzenia od Gara, który wykrzywił twarz z rozbawienia.
- Nie Gwiazdeczko. Nie mam już na to siły – parsknął Smok, opadając ze zmęczeniem na moje ramię. – Wybacz stary, że łamię obietnicę, ale wiem, że beze mnie byś tego nie zrobił.
Przez chwilę miałam wrażenie, że Garfield odwróci się i wyskoczy przez okno, byleby tylko przed nami uciec, ale w ostatniej chwili jakby się rozmyślił i posłał w stronę pozostałych Tytanów uśmiech.
- Cześć – palnął, chowając dłonie do kieszeni. – Wróciłem.
Nikt nawet nie drgnął.
Dobrze wiedziałam, co kryje się w ich spojrzeniach.
Niedowierzanie.
Szok.
Poczucie zdrady.
Oraz radość.
- O mój Boże – wyszeptała Gwiazdka, rzucając się w jego stronę biegiem, tylko po to by już po chwili zamknąć go w ciasnym uścisku. – Ty żyjesz. Ty naprawdę żyjesz.
- Bestia… – Cyborg zrobił krok w jego stronę, a do jego oczu napłynęły łzy. – Przez ten cały czas myślałem, że przeze mnie nie żyjesz. Jak mogłeś..?
- Nie mogłem wrócić – przerwał mu Garfield, kiedy Star go puściła i cofnęła się parę kroków. Jego zielone oczy spojrzały prosto w moje. – Naprawdę nie mogłem.
- Co się wydarzyło? Co się wydarzyło przez te wszystkie lata? – odezwał się po raz pierwszy Robin, bezskutecznie próbując przybrać maskę obojętności.
Nawet z jego twarzy można było wyczytać radość.
Tylko ja zostałam niewzruszona.
Tylko mnie to nie obchodziło.
Tylko ja czułam pustkę, patrząc na tego człowieka stojącego przede mną i uśmiechającego się do wszystkich dookoła.
Poderwałam się z łóżka, pragnąc jak najszybciej opuścić to pomieszczenie, ale smukłe palce Nicka zacisnęły się na moim nadgarstku.
- Kiedyś pewna osoba poprosiła mnie, żebym dał jej skończyć mówić, bo mogę już nigdy więcej tego nie usłyszeć. I wiesz co? Dałem jej szansę, a ona jedną wypowiedzią zmieniła cały mój pogląd na sytuację – wyszeptał mi do ucha, pieszczotliwie odgarniając włosy z mojej twarzy. – Może więc warto najpierw go wysłuchać, a dopiero potem osądzać?
Znieruchomiałam pod wpływem tych słów, a po chwili, z lekkim oporem, z powrotem ułożyłam się w jego objęciach i skupiłam na słowa Bestii.
- Przestań uśmiechać się z takim triumfem, bo sobie pójdę – warknęłam, niczym obrażone dziecko, a Nick zaśmiał się cicho w moje włosy.
Garfield podrapał się po karku i oparł o parapet.
- To dosyć… Skomplikowane – zaczął, zatrzymując na mnie na krótką chwilę swoje spojrzenie. – Pamiętacie tego potwora, który zaatakował mnie i Cyborga tego cholernego dnia? – Kiedy wszyscy potaknęliśmy, Gar przełknął ślinę i kontynuował. – To coś przedziurawiło mnie na wylot i wciągnęło do tunelu czasoprzestrzennego. Myślałem… Myślałem, że to mój koniec. Nie wiem gdzie wylądowaliśmy. Nie wiem jakim cudem to monstrum od razu ze mną nie skończyło. Jedyne czego jestem pewny to to, że było przeraźliwie zimno. Jeszcze nigdy w życiu nie czułem takiego zimna – Bestia wzdrygnął się na to wspomnienie, po czym wbił swoje spojrzenie w jakiś punkt za oknem. – Następne co pamiętam to głośny, mrożący krew w żyłach ryk, a potem nic… Pustka… Chyba zemdlałem – zaśmiał się śmiechem pozbawionym wesołości. – Kiedy w końcu odzyskałem przytomność leżałem opatulony kocami w jakieś jaskini. Na jej sklepieniu było mnóstwo małych, kolorowych obrazków… Wpatrywałem się w nie, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu… Aż nagle nad moją twarzą pochyliła się siwiejąca blond włosa kobieta. Posłała mi ciepły uśmiech, nakarmiła po czym znowu zasnąłem. Nie byłem w stanie się ruszać. Mówić. I w takim stanie byłem przez dwa miesiące – przerwał, tylko po to, aby gwałtownie nabrać powietrza. – Kobieta miała na imię Sasza i znalazła mnie przez przypadek, gdy uciekała przed wielkim potworem, do którego jaskini przez przypadek weszła, gdy szukała nowego domu. Tak więc miałem szczęście. Kiedy po dwóch miesiącach znowu zacząłem mówić i opowiedziałem jej o tym jak walczyliśmy z tym monstrum Sasza wybuchnęłam śmiechem i nazwała nas bandą idiotów – Gar uśmiechnął się lekko, a jego spojrzenie złagodniało. – Według niej z tym potworem nie da się wygrać w walce, a jedyny ratunek to ucieczka. Podobno bardzo szybko się męczy i można dzięki temu przeżyć. Sasza traktowała mnie jak swojego syna. Karmiła, zszyła i wyleczył moje rany, pomogła mi stanąć na nogi. A ja… Ja ją zabiłem.
W tym momencie w pokoju zapadła cisza. Wszyscy wpatrywaliśmy się w Garfielda z nieukrywanym szokiem wymalowanym na naszych twarzach.
- To nie była twoja wina – odezwał się Nick, który jako jedyny nie był zaskoczony słowami Logana. – Wyjaśni wszystko do końca, a nie ucinasz w pół zdania zupełnie jakbyś ją zasztyletował z nudów albo postrzelił.
- Ale taka jest prawda Nick. Zabiłem ją. Jak i w jakich okolicznościach… To nie jest ważne – Bestia odchrząknął, po czym spojrzał mi w oczy. – Ale skoro obiecałem, że wszystko wyjaśnię to dotrzymam słowa – powiedział cicho, ponownie patrząc za okno. – Którejś nocy do naszej jaskini wpadł niedźwiedź. Byliśmy bezbronni, bo zwierze nieświadomie odcięło nas od broni… Sasza zakryła mnie własną piersią, chociaż tak bardzo trzęsła się ze strachu… – Gar głośno przełknął ślinę, a w jego oczach zamajaczyły łzy. – Myślałem… Myślałem, że już wszystko ze mną w porządku i… Zamieniłem się w niedźwiedzia, aby nas uratować, ale… Nie potrafiłem się kontrolować. Nie wiem jak to się stało. Co było tego przyczyną, ale… To już nie byłem ja. Zabiłem tego niedźwiedzia. Chociaż nie… Ja go nie zabiłem… Ja go rozszarpałem na strzępy… A potem… Potem zaatakowałem Saszę. Ona… Tak bardzo krzyczała… Płakała… Rzucała we mnie wszystkim co wpadło jej w ręce i prosiła, żebym przestał, a ja… Mimo, że wiedziałem kto to i co mówi… Nie potrafiłem się powstrzymać. Dopiero, kiedy przebiłem jej serce, mogłem wrócić do swojej postaci. Skonała na moich kolanach – dokończył cicho, pusto wpatrując się przed siebie. – Po tej pierwszej od dłuższego czasu przemianie, przestałem nawet kontrolować moment, w którym się przemieniałem. Byłem niebezpieczny. Kiedy się przemieniłem i nie spotkałem na swojej drodze niczego co mógłbym zabić… Krzywdziłem samego siebie – to mówiąc podciągnął bluzę do góry, ukazując nam swój nagi brzuch i klatkę piersiową, pokrytą licznymi, brzydkimi bliznami. – Naprawdę nie mogłem wrócić. To byłoby zbyt ryzykowne. Jednak… Pewnego dnia znowu spotkałem tego potwora, przez którego wszystko się wydarzyło. Stwierdziłem wtedy, że chcę się zemścić – jego oczy zabłyszczały niebezpiecznie. – To przez niego wszystko straciłem. To przez niego stałem się takim… takim monstrum. Dobrze pamiętałem słowa Saszy, że tego nie można zabić, ale… Było mi już wszystko jedno. Zaatakowałem go i nawet nie próbowałem już się kontrolować. Straciłem jakiekolwiek hamulce… Nie pamiętam nawet co się tak właściwie działo. Kiedy w końcu się ocknąłem, to bydle leżało martwe na ziemi, a ja stałem na wzgórzu i patrzyłem na Jump City. Musieliśmy się przenieść podczas walki – zaśmiał się, a jego spojrzenie znowu stało się przeraźliwie puste. – Niby wygrałem. Niby znowu byłem w domu. Ale… Tak naprawdę dom był już dla mnie nieosiągalny. Uświadomiłem to sobie, kiedy zorientowałem się, że ten wielki, niepokonany potwór nawet mnie nie drasnął. Teraz to ja byłem tym niezwyciężonym, niebezpiecznym potworem. Nadal nie potrafiącym się kontrolować, a więc jeszcze bardziej niebezpiecznym od poprzedniego.
Nie mogłem wrócić, bo nie chciałem zrobić wam krzywdy. Nie chciałem… Nie chciałem, aby przydarzyło wam się to co spotkało Saszę… – przerwał, kierując wzrok na moje oczy. – Dlatego zaszyłem się w lesie i udawałem, że nie istnieję. Próbowałem nauczyć się to kontrolować, aby móc do was wrócić, ale… Nie wychodziło mi to. Było wręcz co raz gorzej. Zaczynałem czuć potrzebę zabijania, nawet w swojej normalnej postaci. Aż któregoś dnia nie wytrzymałem i postanowiłem z tym skończyć. Tak… – Gar przymknął powieki i uśmiechnął się delikatnie jakby na wspomnienie czegoś niesamowicie przyjemnego. – W nocy pobłądziłem po cmentarzu aż w końcu znalazłem nagrobek ze swoim nazwiskiem. Usiadłem na nim, spojrzałem w gwiazdy i… Podciąłem sobie żyły – jakby na potwierdzenie tych słów, Garfield podwinął rękawy i pokazał na szerokie blizny na nadgarstkach. – A kiedy pomyślałem, że nareszcie ten koszmar się skończy, przede mną stanął Smok – Bestia roześmiał się, patrząc na rozbawioną minę Nicka. – Najpierw walnął mnie w twarz, wrzeszcząc na mnie tak głośno i w tak szybkim tempie, że nie za bardzo rozumiałem co do mnie mówi. Potem spostrzegł co zrobiłem… I jeszcze raz porządnie mi przywalił. Dopiero potem zaczął leczyć moje nadgarstki… Blizny są takie okropne, bo jego magia uzdrawiająca jest do dupy – zaśmiał się, a Nick udał urażonego.
- Przeżyłeś? Przeżyłeś, więc moja magia uzdrawiająca jest wystarczająca – parsknął Smok, posyłając mu rozbawione spojrzenie.
- W każdym razie, kiedy już mnie wyleczył, postanowił, że jeszcze raz skopie mnie za to wszystko, a uwierzcie mi wkurwiony Smok to piekło – Gar znowu wybuchnął śmiechem, a na twarzach pozostałych Tytanów również zamajaczył uśmiech. – Tak więc gdy skończył okładać mnie pięściami musiał znowu użyć tej swojej magii uzdrawiającej. Kiedy już trochę ochłonęliśmy, opowiedziałem mu co się przez ten czas wydarzyło i… znowu niekontrolowanie się przemieniłem. Kiedy się ocknąłem, leżałem na polanie nieopodal lasu, w którym mieszkałem, a Nick siedział naprzeciwko mnie i wpatrywał się we mnie uważnie. Po długim milczeniu Smok w końcu przyznał mi rację, że na razie nie powinienem pokazywać się wśród ludzi. Ale… Koniecznie chciał wam o mnie powiedzieć – tu Gar przerwał i popatrzył na każdego z osobna. – Kazałem mu obiecać, że tego nie zrobi. Nie chciałem… Żebyście widzieli mnie w takim stanie. Słabego… Pozbawionego kontroli… Chciałem do was wrócić jako ten stary, dobrze wam znany Bestia, a nie jako zagubiony, przerażony swoją mocą idiota. Może zrobiłem źle, może powinienem wam powiedzieć, ale… Nie żałuję tej decyzji. Przynajmniej byliście bezpieczni.
- Czy teraz… Teraz potrafisz już to okiełznać? – zapytała Gwiazdka, robiąc krok w tył.
- Tak… Mniej więcej – Garfield uśmiechnął się krzywo, po czym spojrzał na Robina i Cyborga. – Jest jakaś szansa, że mi wybaczycie?
Zapadła cisza, a po krótkiej chwili Star uwiesiła mu się na szyi.
- Oczywiście, że tak! Przecież jesteśmy przyjaciółmi! – załkała cicho w jego ramię. – Tak za tobą tęskniliśmy!
Po chwili dołączył do nich Cyborg, który objął ich ręką, a kiedy Bestia wyswobodził się z ich objęć, Robin stanął tuż przed nim.
- Brakowało mi ciebie – powiedział krótko, kładąc mu rękę na ramieniu.
W tym momencie wstałam z łóżka i zerknęłam na Nicka, upewniając się, że na razie wszystko z nim w porządku, po czym wyszłam z pomieszczenia, cicho zamykając za sobą drzwi.
Tym razem Smok już mnie nie powstrzymywał.

*****

Wróciłam :)
Zbliżamy się do końca, a więc proszę o cierpliwość i motywację :)
Luna

Drobna informacja

Kochani!
Chciałabym wyjaśnić drobne nieporozumienie.
Mój blog pojawił się na Wattpadzie, a autorka o nicku Deathiscomingsoon to ja! :D
Mam już dosyć słuchania komentarzy typu: „Fajny blog, tylko, że zainspirowany stroną www.ravenibestia-teentitans.blog.pl”. Moi Drodzy, rozdziały, które się tam pojawiły do tej pory są identyczne, a pojawiają się w pewnym odstępie czasu, żeby zainteresować większą ilość czytelników.
Z drugiej strony, bardzo mnie cieszy, że są ludzie, którzy zauważają takie rzeczy. :)
Pozdrawiam
Luna :)

54 | Obiecałem milczenie

Sam nie wiem czego się spodziewałem, kiedy zobaczyłem jej drżącą, niedowierzającą twarz.
Kiedy zamrugała gwałtownie, jakby próbując udowodnić samej sobie, że jej się nie przywidziałem, posłałem jej lekki uśmiech.
- Cześć Raven – powiedziałem cicho, przerywając ciszę i pocierając lekko z zakłopotania kark.
Naprawdę nie wiem czego się spodziewałem.
Że rzuci mi się na szyję z płaczem?
Że odwróci się i bez słowa odejdzie?
Przed snem często wyobrażałem sobie moment naszego ponownego spotkania.
Jej płacz i radość lub wręcz przeciwnie: złość i bolesną obojętność, ale…
Ale nigdy nie pomyślałem, że spokojna i opanowana Rachel Roth rzuci się na mnie z pięściami.
Kiedy jej mała, drżąca piąstka uderzyła w mój policzek, straciłem równowagę i upadłem na ziemię, bardziej w wyniku zaskoczenia niż użytej przez nią siły.
- Ty… Ty… Ty… – wysyczała, uderzając kolanami w moją klatkę piersiową i nie przestając okładać mojej twarzy pięściami. – Ty żyjesz..? I przez ten cały czas… Nie odezwałeś się ani słowem..?!
Milczałem, pozwalając jej bić moją twarz.
Jednak z każdym uderzeniem, jej siła słabła…
- Jak mogłeś mi to zrobić…? – zapytała cicho, opuszczając ręce, a po jej policzkach potoczyły się łzy. – Jak mogłeś pozwolić mi cierpieć..?
- Rachel… To było dla twojego dobra… – powiedziałem, wyciągając dłoń, aby otrzeć jej łzy, jednak zanim dotknąłem jej twarzy, Raven poderwała się na nogi i odsunęła parę kroków do tyłu.
- Nie dotykaj mnie – wycedziła przez zaciśnięte zęby, a coś w mojej klatce piersiowej zacisnęło się boleśnie. – Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj, rozumiesz?!
Zacisnąłem usta i wsadziłem ręce do kieszeni.
Staliśmy naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy.
- Skoro tak dobrze ci się żyło beze mnie, to żyj tak dalej – powiedziała w końcu, odwracając się na pięcie, ale nagle zatrzymała się w pół kroku.
- Chcę tylko wiedzieć jak długo. Jak długo tutaj jesteś, udając, że umarłeś cztery lata temu.
- Trzy i pół roku.
Pokiwała głową, a z jej ust wyrwał się cichy, nieprzyjemny śmiech.
- I pomyśleć, że prawie spieprzyłam sobie życie opłakując twoją śmierć.
Zamarłem w bezruchu wpatrując się w jej kruchą, zgarbioną postać.
Odchrząknąłem, a kiedy ruszyła w stronę wyjścia, zatrzymałem ją pierwszym pytaniem, jakie wpadło mi do głowy.
- Gdzie jest Nick?
- Nick? – powtórzyła, odwracając się w moją stronę. – Nick już nigdy więcej tutaj nie przyjdzie – powiedziała tylko i nie wyjaśniając niczego więcej, wybiegła z cmentarza, zostawiając mnie zupełnie samego ze swoimi myślami.

*****

Z punktu widzenia Raven

- Dlaczego?! Dlaczego nie powiedziałeś mi, że on żyje?! – wrzasnęłam, wpadając do skrzydła szpitalnego i zbliżając się do Nicka, szybkim krokiem.
Chłopak uśmiechnął się do mnie słabo i złapał mnie za rękę.
- Obiecałem milczenie.
Miałam ochotę wrzeszczeć, rozwalić wszystko co wokół mnie stało, a najlepiej rzucić się na Nicka z pięściami tak samo jak to zrobiłam z Garfieldem.
Ale…
Nick był u kresu swoich sił.
Był bardziej blady niż wtedy, gdy wychodziłam, jego czarne włosy pod wpływem potu przykleiły mu się do czoła, a z oczu…
Z oczu ziała przeraźliwa pustka.
- Oh Nick… – wyszeptałam, kładąc głowę na jego klatce piersiowej.
Nie byłam w stanie powiedzieć niczego więcej, tym bardziej, że jego długie palce zaczęły głaskać mnie po włosach.
Czułam, że słabnie coraz bardziej.
- Od kiedy wiesz, że on… – zaczęłam, pragnąć usłyszeć jego jedwabisty głos.
- Od trzech lat. Któregoś razu po prostu zderzyłem się z nim na cmentarzu i… Nieźle go wtedy skopałem – zaśmiał się cicho, a w jego oczach zabłyszczały lekkie iskierki.
Nie odezwałam się, przypominając sobie, jak jeszcze dwadzieścia minut temu sama okładałam Gara pięściami.
- Rozmawiałaś z nim?
Westchnęłam, zdejmując buty i kładąc się obok niego.
- Wymieniliśmy tylko parę zdań.
- No tak, mogłem się tego po tobie spodziewać – roześmiał się, przyciągając mnie do siebie i zamykając w szczelnym uścisku. Odetchnęłam głęboko, wciągając w nozdrza znajomy zapach, który natychmiast ukoił moje rozszalałe nerwy. – Wiem, że może zabrzmi to niedorzecznie, ale miał powód by się przed wszystkimi ukrywać. Musiał nauczyć się… paru rzeczy, zanim oficjalnie powróciłby do świata żywych.
- Nie obchodzi mnie to – mruknęłam, przytulając się do niego jeszcze mocniej.
- Nie prawda – zaśmiał się cicho, równocześnie całują mnie w czoło. – Gdyby wrócił był by zagrożeniem.
- Nick… Ja naprawdę nie chcę tego słuchać – przerwałam mu, podrywając głowę do góry i patrząc w jego czarne oczy.
- No dobrze – mruknął, ulegając mojemu spojrzeniu i przymykając powieki. – W takim razie prześpij się ze mną – dodał sennie, rozluźniając się i oddychając głębiej niż zwykle.
- W tym stanie chcesz uprawiać seks? – zapytałam niewinnym głosem, nie mogąc powstrzymać się od odrobiny złośliwości.
Nick wyszczerzył zęby, kładąc obie dłonie na moich plecach.
- Chciałem po prostu udać się z tobą do krainy snów, ale skoro masz na mnie aż tak wielką ochotę… – wymruczał, zaczynając składać pocałunki na mojej szyi.
- Zawsze mam na ciebie ochotę – mruknęłam, wywołując jego cichy śmiech. – Tylko tym razem to chyba nie wyjdzie ci na dobre – dodałam, z wysiłkiem się od niego odsuwając.
- Nie, jeśli to ty będziesz na górze i nie pozwolisz mi się wysilać – powiedział cichym, pociągającym głosem, a ja poczułam, że się rumienię.
- Jesteś niemożliwy – szepnęłam, pochylając się na nim i tonąc w jego czarnych tęczówkach.
- Wiem – odszepnął, wywołując mój cichy śmiech, po czym złączył nasze usta w pocałunku.

*****

Leżałam obok niego, głaszcząc go po klatce piersiowej.
Mimo tego, że był pogrążony we śnie, na jego twarzy trwał delikatny uśmiech, a na policzkach wciąż znajdowały się rumieńce wywołane tym, co robiliśmy jeszcze dziesięć minut temu.
Był taki piękny.
Pogładziłam jego miękkie, czarne włosy, odrobinę mokre od potu, następnie lekki zarost na policzku, który delikatnie podrapał opuszki moich palców, później zjechałam ręką z powrotem do jego klatki piersiowej. Westchnęłam cicho, przytulając twarz do jego piersi i pozwalając łzom z powrotem popłynąć po mojej twarzy.
- On naprawdę umiera, prawda?
Wolno uniosłam głowę, a następnie zamarłam, widząc kto stoi w drzwiach.
Jego zielone oczy, wolno prześlizgnęły się po mojej zapłakanej twarzy, potarganych włosach, a następnie zerknęły na nasze ubrania leżące na podłodze. Przez krótką chwilę wydało mi się, że dostrzegłam w nich coś na kształt bólu, jednak jego oczy szybko straciły jakikolwiek wyraz.
- Co tu robisz? – zapytałam cicho, tak żeby nie obudzić Nicka, po czym opuściłam nogi na podłogę i sięgnęłam po swoją koszulkę.
- Przyszedłem odwiedzić najlepszego przyjaciela, to aż takie dziwne? – zapytał, nie odrywając ode mnie wzroku i uważnie przyglądając się jak się ubieram.
- Szczerze mówiąc tak. W końcu w twoim stylu jest zaszyć się w jakieś dziurze na parę lat, a nie stawiać czoła problemom.
Garfield przekrzywił głowę z niezadowoleniem, ale nic nie odpowiedział.
- Niczego nie rozumiesz – mruknął w końcu, obserwując jak naga skóra moich nóg znika pod materiałem jeansów.
- Może nie chcę niczego rozumieć – powiedziałam, zapinając guzik od spodni i jak gdyby nigdy nic, z powrotem kładąc się koło Nicka. – Jeżeli przyszedłeś zakłócać jego spokój, to radzę ci się stąd wynosić zanim sama cię do tego zmuszę.
- Nie możesz zabronić mi pożegnać się z najlepszym przyjacielem – powiedział spokojnie, odrywając się od drzwi i podchodząc do łóżka, na którym leżeliśmy.
- Nawet nie waż się go budzić – wycedziłam przez zęby, posyłając mu mordercze spojrzenie.
- Po prostu przy nim posiedzę – mruknął, wytrzymując mój wzrok i siadając na pobliskim krzesełku po drugiej stronie Nicka.
Jego oczy nie odrywały się od mojej twarzy, zupełnie tak jakby próbując zapamiętać każdą jej rysę. Nie ukrywam, że czułam się przez to niezwykle wręcz skrępowana, jednak nie za bardzo wiedziałam co mam mu powiedzieć, więc po krótkiej chwili namysłu wtuliłam twarz w klatkę piersiową Nicka i mocno zacisnęłam powieki. Nawet się nie spostrzegłam, kiedy Morfeusz zabrał mnie w podróż po krainie snów.

*****

Bardzo przepraszam, za drobne opóźnienie, ale przez te okropne burze, nie miałam prądu, a co za tym idzie również internetu aż o dzisiaj.
Jestem mile zaskoczona, że ktoś jednak nadal tu zagląda – dziękuję za miłe słowa, bardzo motywują :D
Kolejny rozdział pojawi się w ciągu dwóch, trzech dni.
Luna :)

53 | Pragnienie

Otworzyłam oczy, ale nie na długo, ponieważ ostatnie promienie słońca poraziły mnie swoim blaskiem. Zanim jednak ponownie odpłynęłam do krainy snów, przed moimi oczami stanęła blada twarz Smoka.
- Nick… – wychrypiałam, zmuszając się do zmrużenia oczu.
Skrzydło szpitalne skąpane było w delikatnym blasku zachodzącego słońca, a śnieżnobiałe ściany wyglądały dokładnie tak samo jak cztery lata temu. Jedyne co uległo zmianie to położenie kroplówki, do której podłączona była osoba, szczelnie przykryta białą, puchową pościelą.
- Nick… – powtórzyłam, tym razem całkowicie przytomniejąc. Odrzuciłam miękką kołdrę i stanęłam bosymi stopami na zimnej podłodze. Moje nogi były jak z waty, z wielką trudnością stawiałam kolejne kroki, ale w końcu udało mi się do niego dotrzeć. Kiedy spojrzałam na jego wykrzywioną bólem twarz, po moich policzkach potoczyły się łzy, które niefortunnie skapnęły na jego nos. Dopiero wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jego powieki lekko się uchyliły.
- Rachel… – wyszeptał, równocześnie siląc się na uśmiech. – Tak bardzo cię przepraszam… Proszę… Ty musisz mi wybaczyć…
- Ciii… – odpowiedziałam równie cicho, klękając na podłodze i przybliżając głowę do jego twarzy. – Powinieneś odpoczywać.
- Odpoczynek mi nie pomoże – uśmiechnął się smutno, wyciągając drżącą rękę i ocierając łzy z moich policzków. – To cena, którą płacę za przyjmowanie Venefici. Moje życie… właśnie dobiega końca.
- Nie mów tak… Ja znajdę lekarstwo i…
- Rachel… – jego dłoń delikatnie zmusiła mnie do spojrzenia mu w oczy. – Dobrze wiesz, że nie ma lekarstwa.
Zapadła cisza podczas, której nie wiedziałam co mam powiedzieć. Coś ścisnęło mnie w gardle, a pojedyncze łzy płynące z moich oczu zmieniły się w prawdziwy potok.
- Nie… Ty… Nie możesz… Nie możesz… Nie możesz mnie zostawić… – załkałam, wtulając twarz w jego miękkie, czarne włosy. – Nie ty… Bez ciebie sobie nie poradzę…
- Przestań – wyszeptał mi do ucha, zamykając mnie w szczelnym, delikatnym uścisku. – Nigdy cię nie zostawię, zawsze będę przy tobie.
- Kłamiesz – jęknęłam głośno, tym razem nie powstrzymując szlochu, który targnął moim ciałem. – Jeśli odejdziesz ja… Ja się…
- Nawet tak nie mów – przerwał mi ostro, odrywając mnie od swojego ciała. – Jeśli cokolwiek sobie zrobisz, nigdy ci nie wybaczę rozumiesz?!
Spojrzałam w jego rozgniewane oczy i ponownie wybuchnęłam płaczem. Jego surowe oblicze złagodniało, a w oczach również zalśniły łzy.
- Obiecaj mi. Obiecaj, że będziesz żyła pełnią życia. Że nie powtórzysz tego gówna, w które się wkopałaś pół roku temu. Że będziesz szczęśliwa.
- Nie będę… Nie bez ciebie…
- Obiecaj mi Rae… Błagam to moje największe pragnienie. Tak bardzo chcę, żebyś była bezpieczna i szczęśliwa…
Spojrzałam w jego oczy, aby ponownie zaprotestować, ale rozpacz malująca się na jego twarzy zamknęła moje usta.
- Nick…
Chłopak pochylił się niczym na komendę i złożył na moich ustach pocałunek, lekki niczym dotyk motylich skrzydeł. Następnie trącił nosem moje ucho i wyszeptał tak cicho, że ledwie mogłam go usłyszeć przez szloch, który niekontrolowanie szarpał moim ciałem:
- Obiecaj mi to kochanie.
Zadrżałam, opuszczając głowę.
- Dobrze.

*****

Leżałam na zimnej podłodze, trzymając Nicka za rękę i modląc się po kolei do wszystkich bogów jakich znałam lub o jakich słyszałam o jego cudowne uzdrowienie. Pozostali Tytani próbowali robić co tylko wpadło im do głowy, ale widząc, że Nick coraz bardziej słabnie, a ja nie reaguję na ich słowa i prośby, w końcu zostawiali nas w spokoju. Kiedy czarnowłosego dopadały ataki krwawego kaszlu, próbowałam mu ulżyć jak tylko mogłam, ale nawet moja magia nie była w stanie mu pomóc.
Nic nie działało.
- Jesteś panem ciemności do jasnej cholery! – wrzasnęłam, w końcu przez łzy, kiedy następnego dnia Nick prawie udławił się własną krwią. – Naprawdę niczego nie da się zrobić?! Nie możesz wezwać jakieś mrocznej istoty, która mogłaby cierpieć za ciebie?! Przejąć ten cholerny dług za to pierdolone Venefici?!
W odpowiedzi Nick jedynie uśmiechnął się do mnie smutno, pogłaskał mnie po policzku, po czym bez sił opadł z powrotem na poduszki.
Z mojego gardła wydarł się pełen bólu jęk, kiedy po raz kolejny wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową, która poruszała się z coraz większym trudem.
- Rae… – odezwał się Nick, kiedy ostatnie promienie zachodzącego słońca, leniwie przesuwały się po naszych twarzach. – Jest coś o czym musisz wiedzieć.
- Ciii… Nie przemęczaj się… – mruknęłam, głaszcząc go po głowie.
- Ja… Obiecałem coś komuś dawno temu… – ciągnął niewzruszony, patrząc przed siebie niewidzącym wzrokiem. – Ale muszę złamać tą obietnicę zanim odejdę, bo tak… Tak będzie lepiej…
- Hmm..? O czym ty mówisz? – zapytałam, wtulając się w niego jeszcze bardziej.
- Okłamałem cię kochanie.
Wolno podniosłam głowę i spojrzałam w jego czarne oczy, w których nie było już śladu po wesołych ognikach, które codziennie mogłam w nich dostrzec.
- Nie rozumiem.
- Nie za bardzo wiem jak ci to powiedzieć – przyznał, przekrzywiając nerwowo głowę. – Może lepiej będzie gdy… Jaki jest dzisiaj dzień tygodnia?
- Niedziela – odpowiedziałam, nadal niewiele z tego wszystkiego rozumiejąc.
- Kochanie, czy mogłabyś coś dla mnie zrobić? – zapytał, a na jego twarzy pojawiła się delikatna ulga.
- Tak, jasne, że tak.
- Pojedź dzisiaj na grób do Garfielda.
Zamarłam, zupełnie nie spodziewając się słów, które wydostały się z jego ust.
- Nie mogę – odpowiedziałam, ale nie zdążyłam się od niego odsunąć, ponieważ złapał mnie za nadgarstek i nie pozwolił mi się ruszyć.
- Proszę – powiedział tylko, a ja westchnęłam ciężko.
Był taki blady.
Taki słaby.
Wystarczyłoby, żebym mocniej szarpnęła nadgarstkiem, aby wyswobodzić się z jego uścisku.
Jego oczy, pozbawione blasku były takie smutne.
- Dobrze – mruknęłam w końcu, przypominając sobie ile razy on robił dla mnie rzeczy, na które zupełnie nie miał ochoty. – Jeżeli to ma cię uszczęśliwić to pójdę tam i zapalę za ciebie tego cholernego znicza.
Nick uśmiechnął się do mnie blado, po czym puścił mój nadgarstek.
- Idź i wracaj do mnie szybko.
- Teraz..? – zapytałam zdziwiona, ale posłusznie wstałam z podłogi.
- Tak teraz kochanie. Muszę wiedzieć, że mnie nie wykiwałaś zanim opuszczę ten upierdliwy świat.
- Bardzo śmieszne – burknęłam, zakładając buty. – I tak się nie dowiesz jeżeli pójdę na kawę, a nie na ten głupi cmentarz.
- Będę wiedział czy tam byłaś, tego możesz być pewna.
Westchnęłam ciężko, po czym pocałowałam go delikatnie i ruszyłam do wyjścia.
- Zaraz wrócę. Nie waż się umierać, bo cię zabiję – warknęłam, zamykając za sobą drzwi.
Do windy odprowadził mnie jego cichy śmiech.

*****

- Co za chory, popierdolony wręcz pomysł. Co chwile mówi, że zaraz umrze, ale zamiast pozwolić mi przy sobie siedzieć to wysyła mnie na ten cholerny cmentarz – marudziłam pod nosem, boleśnie uświadamiając sobie, że przekleństwami próbuję dodać sobie odwagi. – To głupie – westchnęłam w końcu, mając na myśli swój wulgarny język. – Przecież Nick nie lubi, gdy przeklinasz.
Westchnęłam ciężko stając przed wejściem do cmentarza.
- Przecież ja nawet nie pamiętam drogi – mruknęłam cicho, opuszczając głowę.
„ Kłamczucha…” – odezwał się cichy głos w mojej głowie, a ja nerwowo potarłam kark.
Fakt.
Pamiętałam drogę.
Drogę i każdy kamień jaki na niej leżał.
- Dobra, miejmy to już za sobą – szepnęłam, zaciskając dłonie w pięści i stanowczym krokiem ruszyłam przed siebie.
Dwadzieścia kroków prosto… Skręt w lewo… Pięćdziesiąt trzy kroki przed siebie… Skręt w prawo…
I…
Zatrzymałam się w pół kroku, zauważając, że nad grobem Garfielda ktoś stoi. Wysoka postać w czarnej bluzie, pochylała się nad grobem, widocznie mocno się nad czymś zastanawiając.
Uznałam, że go zignoruję, zapalę tego głupiego znicza i wrócę do Nicka, więc odetchnęłam głęboko i znowu ruszyłam w stronę grobu.
Kiedy się zbliżyłam, chłopak drgnął i gwałtownie się wyprostował.
- Wyjątkowo długo musiałem na ciebie czekać Smoku… – zaczął, gwałtownie przerywając kiedy odwrócił się w moją stronę.

*****

Witam z powrotem! :)
Bardzo nie lubię zostawiać niedokończonych rzeczy, tak więc postanowiłam dokończyć tego bloga.
Tym bardziej, że niewiele mi zostało :P
Liczę na jakiekolwiek wsparcie, chociaż mam świadomość, że może nikt już tutaj nie zagląda.
Ale jeżeli ktoś to przeczytał, to mam nadzieję, że się podobało i aż tak bardzo nie wyszłam z wprawy.
Kolejna notka już jutro! :)
Luna

52 | Błędy przeszłości

Bez najmniejszych przeszkód przeszłyśmy przez opustoszały korytarz i w drzwiach zderzyłyśmy się z chłopakami.
- Gwiazdka..? Ty..? Jak..? Nic ci nie jest..? – zaczął Robin, gdy tylko zorientował się kto stoi obok mnie.
- Rae wszystko w porządku? Nikogo tu nie było? – zwrócił się w moją stronę Nick, zanim Kora zdążyła odpowiedzieć Dickowi.
- W porządku? Nie, nie jest w porządku – mruknęłam, lekko popychając Gwiazdkę w ramiona lidera. – Zabierz ją do wieży, a ja z Nickiem chwilę tu powęszymy.
- Dlaczego? Co tam jest?
- Robin to nie czas na pytania. Zaopiekuj się Gwiazdką, a gdy wrócimy to wszystko ci wyjaśnię.
- Ale… – Dick spojrzał na Star, a jego spojrzenie złagodniało. Dziewczyna miała bowiem niekontrolowane dreszcze, była brudna, jej ubranie było w strzępach, a na policzku miała ogromnego siniaka.
- Gwiazdeczko… Czy coś cię boli? To znaczy.. Czy porywacz coś ci zrobił?
- Niee… Wszy… Wszyst… Wszystko jest w… w po… w porządku – odpowiedziała cicho, mimowolnie obejmując się rękami.
- Masz rację Raven. Zabiorę ją do wieży. Poradzicie sobie bez samochodu? – zapytał Dick, obejmując Tamarankę.
- Jasne, że sobie poradzimy – burknął Smok, delikatnie uśmiechając się w stronę Star. – Idźcie już.
Robin po raz ostatni spojrzał na mieszkanie, po czym razem z Gwiazdką wyszedł na zewnątrz.
- Okey. A teraz mów co jest nie w porządku – zwrócił się do mnie Nick, z niepokojem mrużąc oczy.
W milczeniu poprowadziłam Blacka korytarzem w stronę pokoju, w którym znalazłam Gwiazdkę, a kiedy stanęliśmy w drzwiach chłopak głośno wciągnął powietrze.
- Nieźle – mruknął, mijając mnie i uważnie oglądając obrazki na ścianach oraz napis na drzwiach. Dopiero po dłuższej chwili podszedł i pochylił się nad zwłokami mężczyzny.
– Ładna robota.
- Ładna robota? Poważnie? – fuknęłam, odwracając się do niego plecami, żeby nie widzieć jak dokładniej ogląda pchnięcia zadane mężczyźnie. Jednak po kilku minutach moja ciekawość i coś jeszcze sprawiły, że mój wzrok z powrotem podążył w stronę zwłok.
- Jestem panem ciemności, muszę docenić porządnie wykonane morderstwo – zaśmiał się Smok, unosząc dłoń nad twarzą porywacza i przymykając powieki. Ciało powoli ogarnęła czarna mgła, która po paru chwilach zniknęła bez śladu.
- Został zamordowany koło 9. Nie umarł od razu,  cztery ciosy zostały zadane tak, aby jak najbardziej cierpiał. Jednak to nie utrata krwi spowodowała śmierć, ale to, że na koniec poderżnięto mu gardło – oznajmił, a jego czarne oczy zabłyszczały w półmroku. – Okropne uczucie, co? – dodał, uśmiechając się w dziwny sposób.
- Jakie uczucie? – zapytałam po chwili, udając, że nie wiem o czym mówi i głośno przełknęłam ślinę.
- To, że wiesz, że to jest złe i okrutne, a mimo to, nie możesz oderwać od tego wzroku – powiedział, przechylając głowę i kierując swój wzrok z powrotem na zwłoki. – Uczucie podekscytowania na widok tej krwi i na myśl o tym jakie męki zniósł ten człowiek przed śmiercią. Ale najgorsze jest to, że żałujesz, że nie widziałaś tego na własne oczy.
- To nie tak… – zaprzeczyłam słabo, ale zabrakło mi silnej woli, aby odwrócić wzrok. Moja demoniczna połowa, która była uśpiona przez tak długi czas, odezwała się we mnie z ogromną siłą.
- Nie martw się – powiedział cicho Nick, podchodząc do mnie i zasłaniając mi widok. – Czuję się dokładnie tak samo. To morderstwo było dosyć okrutne, a właśnie takie najbardziej lubią demony, które są częścią naszej duszy.
Zagryzłam wargi i lekko pokiwałam głową, czując rosnące wyrzuty sumienia.
- Chodź zbadamy resztę domu – powiedział łagodnie Nick, łapiąc mnie za rękę i wyciągając z powrotem na korytarz. W milczeniu, wchodziliśmy po kolei do każdego pokoju i przeglądaliśmy wszystkie szuflady i półki, ale na nic ciekawego nie trafiliśmy.
- Czuję się okropnie – wyznałam cicho, kiedy przeglądaliśmy szafki w kuchni. Nick uniósł głowę, a jego czarna grzywka opadła mu na oczy. – Byłam Tytanką, a teraz nie potrafię nawet w normalny sposób zareagować na morderstwo.
- To nie twoja wina Rae – odparł Smok, podchodząc do mnie i delikatnie mnie przytulając. – Po prostu… Tacy już jesteśmy. Musimy nad tym zapanować i będzie dobrze.
- Jasne – przytaknęłam, ale moje niedowierzanie było tak oczywiste, że wywołało cichy chichot Nicka.
- Twoja wiara jest powalająca.
- Wiem.
Black odsunął się ode mnie i wyciągnął z kieszeni komórkę.
- Czas zawiadomić policję i zwinąć się z tej śmierdzącej śmiercią dziury.
- Zgadzam się.
Nick wykręcił numer, a ja odwróciłam się i wyszłam na korytarz. Wolno uniosłam głowę i spojrzałam prosto w czyjeś błękitne oczy, uważnie przyglądające mi się zza okna. Drgnęłam, a wtedy właściciel oczu, odbiegł spod okna. Niewiele myśląc wybiegłam z domu i dotarłam do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą stała tajemnicza postać, ale teraz nie było tam niczego ciekawego. Po krótkim namyśle okrążyłam dom rozglądając się uważnie, ale nikogo już nie dostrzegłam.
- Coś się stało? – usłyszałam krzyk Nicka, który wybiegł za mną z domu.
- Wydawało mi się… A z resztą nie ważne – odkrzyknęłam, a w tym samym momencie podjechał pod dom radiowóz. Po raz ostatni rozejrzałam się dookoła, po czym wolnym krokiem ruszyłam w stronę Blacka.

*****

- Nie… Nic mi nie zrobił… Tak naprawdę nie rozumiem po co mnie porwał – powiedziała Gwizdka, wpatrując się w kubek, który trzymała w rękach. Siedziałyśmy we dwie w jej pokoju, na łóżku przykryte ciepłym kocem w błękitną kratę.
- To znaczy… Czasami… – Star głośno przełknęła ślinę. – On.. Dotknął mnie… Tam gdzie nie powinien, ale do niczego więcej się nie posunął. Przez cały czas miałam zasłonięte oczy, ale wydawało mi się, że on po prostu nie wiedział co ze mną zrobić. Czy to możliwe? – spojrzała na mnie, marszcząc brwi. – Można kogoś porwać bez celu, a potem zastanawiać się co z nim zrobić?
- Szczerze mówiąc to, to nie ma sensu.
- No właśnie.
Zamilkłyśmy i obydwie skierowałyśmy wzrok w stronę okna.
- A co się stało dzisiejszego dnia rano?
Gwiazdka przygryzła dolną wargę, ale po chwili zaczęła opowiadać.
- Było inaczej niż zwykle. Nie nakarmił mnie i nie przyszedł wybudzić mnie ze snu tak jak zawsze. Wydaje… Wydaje mi się, że w końcu podjął decyzję.
- Decyzję..?
- Co ze mną zrobić – odpowiedziała, upijając łyk herbaty. – Kiedy w końcu usłyszałam jak drzwi się otwierają, nie odezwał się do mnie ani jednym słowem, chociaż wcześniej lubił mówić mi o wszystkim, łącznie z pogodą panującą na zewnątrz. Spróbowałam wciągnąć go do rozmowy, ale… – przerwała, dotykając siniaka na policzku.
- Ale uderzył cię w twarz – domyśliłam się, a jej spojrzenie potwierdziło moje przypuszczenie. – Co było potem?
- Zduszony krzyk. Jego. Słyszałam jak ktoś uderza go cztery razy, a potem cały pokój wypełniły jego jęki – Star wzdrygnęła się na to wspomnienie. – Potem słyszałam szum, tak jakby ktoś szurał dłonią po ścianie. Byłam tak przerażona, że zamarłam w bezruchu, wręcz starałam się nie oddychać. A później… Później…
- Tak..? – zapytałam, przysuwając się bliżej niej.
- Później poczułam dwa, zimne palce na swojej szyi. Ktoś sprawdził mój puls.
Zmrużyłam oczy, uważniej przypatrując się Gwiazdce.
- Kiedy zorientował się, że moje serce nadal bije, palce zniknęły, rozległ się kolejny dźwięk jakby coś rozcinano i zatrzasnęły się drzwi. Pokój wypełniły odgłosy… Zachłyśnięcia się? Tak, to brzmiało jakby ktoś krztusił się wodą. Po paru chwilach jęki ucichły i zapanowała cisza. Kolejną rzeczą jaką usłyszałam byłaś ty – zakończyła dziewczyna, posyłając mi lekki uśmiech.
- Dziękuję, że zdecydowałaś mi się to opowiedzieć, bo wiem, że to nie było dla ciebie łatwe – powiedziałam, odwzajemniając uśmiech. Wolno wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę drzwi.
- Rav..?
Odwróciłam się i posłałam jej pytające spojrzenie.
- Kiedy weszłaś do pokoju… Dlaczego od razu mnie nie uwolniłaś? Czy coś tam było? Nic ci się nie stało?
Przypomniałam sobie to dziwne, ekscytujące uczucie, które wypełniło mnie na widok krwi…
- Ja… Po prostu upewniałam się, że nikogo więcej oprócz nas nie było w pobliżu – mruknęłam, a dziewczyna pokiwała głową.
- Rozumiem. Dobrze, że nic ci się nie stało.
Skinęłam głową i szybkim krokiem opuściłam pokój Gwiazdki.
- Wszystko słyszałeś, prawda? – zwróciłam się do Nicka, który z szelmowskim uśmiechem stał oparty o przeciwległą ścianę korytarza.
- Nie moja wina, że mam taki świetny słuch – zażartował, a ja przewróciłam oczami.
- Musimy poukładać sobie to o czym się dzisiaj dowiedzieliśmy – zaczęłam, ruszając w stronę salonu. – Jeżeli ten cały morderca lubi takie spektakularne zbrodnie to nie powinniśmy mieć większego kłopotu, aby go złapać – dokończyłam z uśmiechem, który szybko zszedł z mojej twarzy, bo niespodziewanie ostro rozbolała mnie głowa, a brak siły ogarnął moje ciało. Zerknęłam za ramię, żeby powiedzieć Nickowi, że źle się czuję i…
I wtedy moje serce po raz kolejny, w ten dziwny i okropny sposób zamarło z przerażenia.
Nick klęczał na środku korytarza i trzymał się za klatkę piersiową. Był blady jak śmierć.
- Nick?! – podbiegłam do niego i upadłam na kolana. – Co się dzieje?!
Jego oddech stawał się coraz płytszy, twarz była coraz bledsza.
-Nick!!
Smok delikatnie uniósł głowę i spojrzał mi w oczy.
- Przepraszam, że nie powiedziałem ci wcześniej… – wyszeptał, a jego twarz wykrzywiła się z bólu.
- Nick co się dzieje?! Pomocy! – krzyknęła na tyle głośno, na ile pozwalał mi mój słabnący głos, równocześnie błagając w duchu, aby ktoś z Tytanów mnie usłyszał.
- Rachel… Ja… Umieram…
- Co?! O czym ty mówisz?! – nakrzyczałam na niego, a do oczu napłynęły mi łzy. – Nie można tak nagle zacząć umierać! To niemożliwe! Przecież jeszcze przed chwilą stałeś tam i się do mnie śmiałeś…
Nick zgiął się w pół, a jego dłonie zaczęły przeraźliwie drżeć.
- Dobrze wiedziałem, że to niedługo nastąpi, ale myślałem, że mam jeszcze z tydzień albo dwa –wydyszał przez zaciśnięte zęby.
- Jak to wiedziałeś? – ujęłam jego twarz w dłonie i spojrzałam w jego czarne oczy, wypełnione tak wielkim bólem, że moje serce ostro zakłuło.
- Venefici – wyszeptał, zanim stracił przytomność. W tym samym momencie poczułam jak ogarnia mnie senność.
- Pomocy… – wychrypiałam, zanim moja głowa bezwładnie opadła na ciało Nicka.

Ogłoszenie któreś tam

Kochani!
Jak pewnie zdążyliście zauważyć dawno nie było nowego rozdziału i niestety nic nie zapowiada na to, że szybko się pojawi. Jestem zawalona matematyką, chemią, biologią i łaciną, do tego dochodzą zajęcia dodatkowe, zawody konne oraz drużyna koszykówki, więc jednym słowem nie wiem gdzie ręce włożyć, a jak znajdę wolną chwilę to odsypiam zarwane noce.
ALE
Mam parę pomysłów na to, jak wynagrodzić Wam pustki na blogu:
1. No więc czytając Wasze komentarze pomyślałam sobie, że może Wy chcielibyście udostępnić na tym blogu swoją historię? No wiecie jakąś miniaturkę, krótkie opowiadanie, albo przeciwnie np. trzyczęściową opowieść? I nie chodzi mi tu o kontynuowanie mojego pomysłu, tylko coś zupełnie innego, nowego. Szczęśliwa, wesoła historyjka albo wręcz przeciwnie – mroczna, krwawa i smutna. Wasza.
Zdążyłam zauważyć, że wiele osób wspomina, że lubią coś napisać, ale bloga raczej nie zamierzają stworzyć, więc ja utworzyłabym osobną zakładkę na Wasze opowiadania.
Co Wy na to?
Inni przeczytaliby Twoją historię i ją ocenili, a mi może powróciłaby ochota do pisania.
Dajcie znać, czy bylibyście na coś takiego chętni, a jeżeli tak to tu macie mojego emaila: luna.blog@o2.pl

2. Mielibyście ochotę poczytać inne opowiadanie mojego autorstwa, nie o tematyce Teen Titans? No nie wiem, może być Harry Potter, Dramione, jakaś creepypasta, anime np. nie wiem czy ktoś kojarzy Diabolik Lovers (Uwielbiam Ayato! <3 ) lub coś jeszcze innego. Bo z przykrością muszę stwierdzić, że o Raven nie pisze mi się już tak przyjemnie jak kiedyś i powodem chyba jest to, że pisze TYLKO I WYŁĄCZNIE o niej i Tytanach. Co myślicie o tym i opowiadania o jakiej tematyce by Wam się spodobały? Osobiście uwielbiam wszystko w czym mogę spotkać się z romantyzmem lub horrorem xd Także jakbyście oglądali jakieś tego typu dobre kreskówki, anime, filmy czy czytali jakąś taką książkę to proszę, żebyście podesłali mu tytuł, a może moja inspiracja powróci! ;c

3. Tak wiem, że jeszcze nie wstawiłam obrazków, które mi podesłaliście, ale poprawię się w najbliższych dniach, obiecuję!

No… to chyba wszystko. Proszę, żebyście się wypowiedzieli na te tematy i przemyśleli sprawę.
A tu macie mojego Ayato na pocieszenie :D

Ayato Sakamaki

Luna

51 | Powrót

Wróciłam z łazienki i ze złością rzuciłam mokry ręcznik w kąt, zostając w samej bieliźnie.
- Nie masz zbyt wesołej miny.
- A z jakiego powodu miałabym ją mieć? – zapytałam, podnosząc z ziemi swoją bluzkę i wrzucając ją do kosza na pranie. – Star została porwana, wracam do Jump City, chociaż w ogóle tego nie chcę, a za ścianą mam wkurwiającego mnie Dicka, przez którego spędziłam tą noc, nie do końca tak jak ją zaplanowałam.
- Kochanie… – zaspany Nick wstał z mojego łóżka i objął mnie w pasie, przylegając do moich nagich pleców swoją klatką piersiową. Spojrzałam w lustro ze zdziwieniem rejestrując jego nieodgadniony wyraz twarzy.
- Coś się stało? – zapytałam, kiedy mnie nie puścił, tylko ukrył twarz w moich włosach.
- Nie.
- Nie? – uniosłam brwi. – Normalnie powiedziałbyś coś w stylu, że mamy przed sobą jeszcze wiele namiętnych nocy i…
- Życie jest krótkie Rachel – przerwał mi, obracając mnie twarzą do siebie i patrząc na mnie z dziwnym uśmiechem. – Ważne jest żeby korzystać z niego jak najwięcej.
- Co masz na myśli?
- Nic szczególnego – mruknął, całując mnie w usta i delikatnie pociągając mnie za, wilgotne jeszcze po prysznicu, włosy.
- Która godzina? – zapytałam, gwałtownie się od niego odrywając.
- Ymm… Dziesięć po szóstej – odpowiedział, patrząc na mnie lekko zamglonym wzrokiem. – A czemu pytasz?
- Bo właśnie mam zamiar trochę pokorzystać z życia – wymruczałam, przylegając do niego całym swoim ciałem i lekko popychając go z powrotem w stronę łóżka.
Kiedy już byliśmy po wszystkim, leżałam w ramionach Nicka, wsłuchując się w jego nierówny oddech.
- Dlaczego mi tego nie powiesz? – zapytałam i poczułam jak Smok raptownie zesztywniał.
- Czego? – zapytał cicho, po czym na moment wstrzymał oddech.
- O tym, że ty chcesz wrócić do Jump City – odparłam, a kiedy poczułam jak Nick się rozluźnia, zmarszczyłam brwi. Czyżby nie tego pytania się spodziewał?
- Nie Rachel, wcale nie chce wracać do Jump City.
- To dlaczego co niedzielę tam jeździsz? – zapytałam, a po moich słowach zapadło milczenie. Uniosłam się na łokciu i zmusiłam go, aby spojrzał mi w oczy.
- Wcale nie…
- Nie kłam Nick, dokładnie wiem, kiedy mówisz nieprawdę.
- No to powinnaś wiedzieć, że teraz mówię prawdę – powiedział, siadając i mierząc mnie ostrożnym spojrzeniem. – Nie jeżdżę do Jump City, tylko na jego wybrzeża.
- Po co?
- Czy to ważne Rav?
Wbiłam w niego ostre spojrzenie, a on westchnął ciężko.
- Na grób do Garfielda.
Zerwałam się jak poparzona z łóżka i objęłam ramionami swoje nagie ciało.
- Rachel…
Nie odpowiedziałam tylko zagryzłam usta do krwi.
- Ja… Przepraszam…
- To dobrze, że do niego jeździsz – wyszeptałam, patrząc w lustro na swoją bladą postać. – Przynajmniej ty go nie zawiodłeś.
- Rachel… Przecież go w niczym nie zawiodłaś – powiedział cicho Nick, wstając z łóżka i przyciągając mnie do siebie.
- Możemy zmienić temat? – zapytałam, odpychając go lekko od siebie i sięgając po stanik leżący na podłodze.
- Jasne – mruknął Smok, a po chwili niezręcznej ciszy, powąchał swoje ramie. – Uh, chyba skocze pod prysznic.
Parsknęłam śmiechem, a kiedy założył bokserki, popchnęłam go w stronę drzwi.
- Tak to świetny pomysł. Prysznic bardzo ci się przyda.
- Chyba, że… – Nick zatrzymał się w pół kroku i zabawnie poruszył brwiami. – Masz ochotę wziąć go razem ze mną.
Krzyknęłam cicho z oburzenia i rzuciłam w niego jego koszulką, która leżała przewieszona na krześle.
- Idź się kąpać ty niewyżyty seksualnie śmierdzielu!
- Też cię kocham! – odkrzyknął, po czym parsknął śmiechem i zniknął za drzwiami.
Uśmiechnęłam się sama do siebie i podeszłam do szafy, aby wyjąć czyste ubrania. Założyłam jeansy, błękitną, luźną koszulkę, a włosy związałam w grubego warkocza. Następnie upewniłam się, że w łazience słyszę lecącą wodę, po czym oparłam się plecami o drzwi i odetchnęłam głęboko.
- No dalej Raven, to przecież proste – wymruczałam, wyciągając przed siebie swoją dłoń i zamykając oczy. Po chwili uchyliłam powieki by zobaczyć jak ubrania same się składają i lądują w walizce. Uśmiechnęłam się lekko kiedy dołączyły do nich kosmetyki i buty, a torba na sam koniec sama się zapięła.
- Czyli wciąż to potrafię – szepnęłam, siadając na podłodze koło łóżka i wyciągając z pod niego małą, drewnianą skrzyneczkę. Po chwili wahania, otworzyłam boczną kieszeń walizki i wrzuciłam ją do środka. Następnie skierowałam się do kuchni, skąd unosił się przyjemny zapach naleśników.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry – odpowiedziałam Robinowi, sięgając po szklankę i wlewając do niej wody. – Jak się spało?
- Mówiłem ci już, że nie mogę spać po nocach – burknął Dick, przewracając naleśnika. – A zważywszy na dźwięki jakie słyszałem w nocy, zaśnięcie było jeszcze trudniejsze.
Zamarłam w bezruchu, czując na początku zawstydzenie, a potem narastającą wściekłość.
- Zważywszy na to, że jesteś w naszym domu – wycedziłam przez zęby, wbijając w niego mordercze spojrzenie – Nie powinieneś nawet o tym wspominać.
Ku mojemu zdziwieniu Grayson nie rzucił kolejnej kąśliwej uwagi, tylko spuścił wzrok.
- Masz rację, przepraszam.
Nie odpowiedziałam, tylko usiadłam przy stole.
- Ładnie pachną – rzuciłam po chwili, przerywając niezręczną ciszę.
- Tak jak zawsze – Robin wzruszył ramionami. – Pamiętasz jak któregoś razu, Cyborg stwierdził, że zrobi je lepiej ode mnie?
- Tak – uśmiechnęłam się na to wspomnienie. – Z dymem omal nie poszła wtedy cała wieża.
- Hah, nie ruszył już nigdy więcej przepisu od naleśników.
Zaśmialiśmy się oboje i w tym momencie dołączył do nas Nick, machając swoimi mokrymi włosami na wszystkie strony.
- Nick! – krzyknęłam z oburzeniem, kiedy krople wody wylądowały na mojej bluzce.
- No co? Włosy suszę – mruknął Nick, siadając naprzeciwko mnie i posyłając mi figlarny uśmiech.
Robin ryknął śmiechem, po czym postawił na stole górę naleśników i usiadł obok nas.

*****

- Star została porwana trzy dni temu, tuż przed wieżą – mówił Dick, nie odrywając spojrzenia od drogi. – Dopadł ją zakapturzony osobnik, najprawdopodobniej mężczyzna, o wzroście powyżej metra dziewięćdziesięciu. Uderzył ją w głowę, pozbawiając ją przytomności i… I tak naprawdę to wszystko co wiemy.
- Czyli niewiele.
- Czyli niewiele – przytaknął Nickowi Robin, gwałtownie skręcając w prawo.
Siedzieliśmy w nowym T-ercedesie i byliśmy w drodze do Jump City. Spojrzałam za okno i skupiłam całą swoją uwagę na mijanych światłach ulicznych latarni.
Jeszcze trzy kilometry…
Dwa…
Jeden…
- Witajcie z powrotem – odezwał się Dick, kiedy minęliśmy tabliczkę z napisem Jump City.
Nie odpowiedziałam, a jedynie przykleiłam czoło do szyby.
Nick widząc, że nie mam ochoty na rozmowę, pogrążył się w bezsensownej wymianie zdań z Robinem, co bardzo mi odpowiadało.
Po kilkunastu minutach dojechaliśmy do wieży. Wjechaliśmy do garażu, Dick zgasił silnik, chłopcy wysiedli z samochodu.
A ja wciąż tkwiłam w bezruchu.
Wzdrygnęłam się dopiero wtedy, kiedy Nick popukał w szybę na wysokości mojej twarzy.
Wtedy wzięłam głęboki oddech i wyszłam z samochodu. W milczeniu weszliśmy do windy i udaliśmy się na główne piętro.
- Zostawcie rzeczy w swoich pokojach i przyjdziecie do salonu – powiedział Robin, kiedy drzwi windy się otworzyły, po czym ruszył w stronę pokoju głównego.
Z kolei ja z Nickiem zatrzymaliśmy się przed moją sypialnią.
- Chcesz żebym z tobą został? – zapytał, opierając się o ścianę.
- Nie – uśmiechnęłam się na jego pytanie. – Gdyby coś się działo to do ciebie przyjdę.
- W porządku – odpowiedział, całując mnie w czoło i ruszając dalej w kierunku swojego pokoju.
Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.
Mój pokój nie zmienił się ani trochę, wszystko było na swoim miejscu.
Nawet lampka nocna, którą przewróciłam trzy lata temu, nadal leżała w niezmienionej pozycji na stoliczku nocnym. Postawiłam walizkę na podłodze i przymknęłam oczy. Wzięłam kilka głębokich wdechów, po czym wyciągnęłam dłoń przed siebie i… otworzyłam oczy, dzięki czemu zobaczyłam jak wszystkie przywiezione rzeczy lądują na odpowiednich miejscach. Kiedy walizka sama się zamknęła i wylądowała na dnie szafy, której drzwiczki zamknęły się z cichym trzaskiem, podeszłam do stoliczka nocnego i poprawiłam lampkę nocną. Dopiero wtedy wolnym krokiem skierowałam się w stronę salonu. Zanim jednak przekroczyłam jego próg objęła mnie czyjaś, silna ręka.
- Raven! Jak ja za tobą tęskniłem – powiedział Cyborg przytulając mnie do siebie jeszcze mocniej.
- Tak, ja za tobą też Victorze – wydyszałam, a wtedy chłopak postawił mnie z powrotem na ziemi. Cy prawi w ogóle się nie zmienił.
Pomijając oczywiście fakt, że od trzech lat nie miał lewej ręki.
- Farbowałaś włosy? – zapytał, ze zdziwieniem dotykając moich czarnych włosów.
- Nie, to skutek nie używania magii – odparłam, delikatnie zabierając mu z dłoni długi kosmyk, który uciekł z mojego warkocza.
- Twoje oczy też mają inny kolor… Ciemno niebieski…
Przewróciłam oczami i wzruszyłam ramionami.
- Przynajmniej teraz nie wyróżniam się z tłumu.
- Nick też zmienił kolor włosów? – zapytał Victor, rozglądając się dookoła.
- Nie – parsknęłam, widząc skupienie na jego twarzy. – Na niego tak to nie działa.
Cy przeniósł wzrok z powrotem na mnie i posłał mi szeroki uśmiech.
- Do twarzy ci z tymi nowymi kolorkami.
- Ymm, dzięki – mruknęłam, także się uśmiechając.
- Uh, zapomniałbym – Victor klepnął się dłonią w czoło. – Mam świetne wieści! Namierzyłem Gwiazdkę!
- Co? Jak? – zapytałam, ale Cyborg nie odpowiedział, tylko wciągnął mnie do salonu i usadził na kanapie. Kiedy Dick i Smok do nas dołączyli Blaszak z radością przekazał im wiadomość.
Kiedy tylko wypowiedział słowa: „Wiem gdzie jest Gwiazdka”, posypały się pytania.
- Spokojnie, spokojnie już wam wszystko mówię – przerwał nam Victor i ponownie zaczął mówić – Kiedy Dick po was pojechał, stwierdziłem, że jeszcze raz przejrzę wszystkie kamery, nagrania, itp., no i wtedy w oczy rzucił mi się program do namierzania nadajników, umieszczonych w naszych starych komunikatorach. Myślę, co mi tam, no i wszedłem w ten program. No i nie uwierzycie: wszystkie komunikatory leżą na swoim miejscu, czyli w składziku w garażu, oprócz… komunikatora Gwiazdeczki. Musiała go zatrzymać, kiedy wymienialiśmy sprzęt i wychodzi na to, że wszędzie go ze sobą nosiła. Dzięki temu wiem, że jest w dom numer 3 przy ulicy Collinsa! – zakończył z dumnym wyrazem twarzy.
- No i nie mogłeś powiedzieć nam tego później, jak już byśmy ją uratowali?! – ryknął Robin, zrywając się z miejsca, na co Victor zbladł.
- Hm, no mogłem…
- A jeżeli przez tą całą twoją przemowę ona straciła życie?!
- Co?! To, że was poinformowałem jak do tego dotarłem…
- To nie jest w tej chwili ważne!
- Nie?! A ja myślę, że jest, bo jak znowu ci uciekną, to nie wrócisz z podkulonym ogonem, abym ci pomógł, tylko od razu ruszysz w pościg za odpowiednim sygnałem!
- Jeśli myślisz, że…
- Przestańcie! – wrzasnęłam, a obaj chłopcy zamilkli i zmierzyli się wściekłymi spojrzeniami.
- Ludzie, trzeba odbić Star – poparł mnie Nick, wstając z kanapy i rozprostowując palce. – Pozabijacie się później, a teraz chodźcie.
- Ja nie idę.
- On nie idzie – powiedzieli jednocześnie Cyborg i Dick, nadal nie odrywając od siebie wzroku.
- Co? Dlaczego? – zapytałam Victora.
- To przez rękę – odpowiedział, a kiedy na mnie spojrzał, wyraz jego twarzy złagodniał. – Odkąd ją straciłem inne części mojego ciała często szwankują i jestem zbyt łatwym celem. Zostanę tutaj i będę wam pomagał z wieży.
- Ale…
- Nie ma czasu Raven. I tak już go sporo straciliśmy – przerwał mi Robin i wybiegł z pokoju głównego.
- On ma racje Rav. Biegnijcie – dodał Cy, po czym odwrócił się do nas plecami i ruszył w kierunku głównego komputera.
Chcąc nie chcąc, wyruszyliśmy we trójkę na misję odbicia Gwiazdki.

*****

- Okey, plan jest taki: wchodzimy i… Hej Raven co ty o cholery wyprawiasz?!
- Ja? Ja tylko idę uratować Star, nie przeszkadzaj sobie – odpowiedziałam, wychodząc z samochodu i trzaskając drzwiami.
- Zwariowałaś?! – ryknął Dick, wychodząc z samochodu.
- Ja? To ty ciągle pieprzysz, zamiast tam po prostu wejść i ją odbić.
- Ty głupia…
- Hej, odszczekaj to! – wtrącił się Nick, także wychodząc z samochodu i podchodząc do Robina.
- Bo co? – zapytał wyzywająco, po czym splunął na ziemię. W odpowiedzi Smok złapał go za koszulkę i uderzył Robinem o samochód. To była za duża zniewaga dla Dicka. Chłopak, zacisnął pięści i przywalił Nickowi w twarz, a ten nie był mu wcale dłużny i oddał mu tym samym.
- Hej! – ryknęłam, ale oni nie zareagowali. – Przestańcie! Natychmiast!
Kiedy zamiast przestać chłopacy zaczęli okładać się jeszcze mocniej, warknęłam ze złością i samotnie włamałam się do domu numer trzy.
Kiedy bezszelestnie zamknęłam drzwi, usłyszałam ciche wołanie o pomoc.
Zagryzłam wargi, aby przez przypadek nie odpowiedzieć i cicho ruszyłam w stronę źródła dźwięku. Mijałam puste pokoje, a kiedy w końcu trafiłam do odpowiedniego pomieszczenia, ogarnęło mnie dziwne uczucie.
Cały pokój był we krwi.
Wszystkie meble były poprzewracane, na ziemi leżało ciało zadźganego mężczyzny, a na ścianach ktoś wymalował jego krwią mnóstwo uśmiechów i odcisków dłoni.
Pośrodku tego wszystkiego przywiązana do krzesła siedziała z zasłoniętymi oczami Gwiazdka. Była brudna, jej ubranie było podarte, ale na pierwszy rzut oka była cała i zdrowa.
Kiedy upewniłam się, że w domu nie ma nikogo oprócz nas, podbiegłam do niej i odwiązałam od krzesła.
- Kim jesteś? – zapytała drżącym głosem, ale kiedy sięgnęła do opaski na oczach, uniemożliwiłam jej zdjęcie jej.
- To ja, Raven – odpowiedziałam i popchnęłam ją w stronę wyjścia. – Nie zdejmuj jeszcze przepaski, najpierw wyprowadzę cię z tego pokoju.
- Co? Dlaczego? Co tu jest? Rav, ja… Ja czuję krew i słyszałam… Rano ktoś tutaj… Znaczy ktoś jeszcze, oprócz porywacza…
- Ciiii… Opowiesz mi później – przerwałam jej i wtedy mój wzrok padł na drzwi, na których zgrabnymi literami ktoś naskrobał krótki napis:

„Nie ekscytuj się tak jutrem :)
Ponieważ jutra nie będzie.”

 

*****

Mam nadzieję, że nie ma błędów, bo notka jest nie sprawdzona.
Jeżeli naniosę później jakieś większe poprawki to Was poinformuję.
A i przepraszam, że jeszcze nie dodałam waszych nowych obrazków, w najbliższym czasie postaram się wrzucić je na bloga :P
A teraz… Czy ktoś domyśla się kim jest nowy bohater? :)
Luna

50 | Wizyta

Zanim przejdziecie do rozdziału to musicie coś wiedzieć.
Znowu chciałam zawiesić bloga.
Poważnie.
Nie chciało mi się pisać, ostatnio często wychodzę z przyjaciółmi i kolegami z klasy, a kiedy już byłam w domu to spałam lub czytałam książki.
No i wczoraj wchodzę, żeby napisać Wam, że zawieszam bloga na czas bliżej nieokreślony i BUM!
51 komentarzy?!
Pod moim rozdziałem?!
Odświeżałam stronę z dziesięć razy, bo nie mogłam w to uwierzyć.
I to się właśnie nazywa motywacja! :D
Dziękuję Wam bardzo <3
Dzięki tym komentarzom macie dzisiaj rozdział, no i cóż mam nadzieję, że ten rozdział też zbierze dużo waszych opinii.
Luna :D

*****

- Czy to już wszystko?
- Tak. Odezwiemy się do pani w najbliższym czasie – odpowiedziała uśmiechnięta blondynka i puściła do mnie oczko. – Do widzenia.
- Do widzenia – odparłam i z szerokim uśmiechem opuściłam gabinet dyrektora.
Kiedy tylko wyszłam przed wieżowiec, od razu wyjęłam telefon i wykręciłam odpowiedni numer.
- No i? Jak poszło? – usłyszałam w słuchawce zdenerwowany głos Nicka i wybuchnęłam śmiechem.
- Chyba dostanę tą pracę – oznajmiłam radośnie, a po chwili usłyszałam jak Smok z ulgą, głośno wypuszcza powietrze. – Nie wierzyłeś we mnie kochanie?
- Zwariowałaś? Oczywiście, że w ciebie wierzyłem – odpowiedział z udawanym oburzeniem, a ja ze śmiechem ruszyłam w stronę metra. – Ale czy na pewno tego właśnie chcesz?
- Tak! Chyba z milion razy już ci mówiłam, że dokładnie to przemyślałam. Nie zrozum mnie źle, ale nie chcę pracować tak jak ty i…
- Hej, hej, hej! Praca na budowie całkiem mi się podoba!
- No tak, ale – przerwałam mu, wchodząc do podziemnej stacji metra. – Złapałeś tą pracę trzy lata temu i na początku miała być tylko chwilowa.
- Rachel, podoba mi się tutaj, mam tu kumpli, pieniędzy nam wystarcza, a poza tym tutaj nie ma wspomnień. A Ty i twój wybór?
- Poradzę sobie – mruknęłam, uśmiechając się pobłażliwie. – A teraz wracaj do pracy, bo twój szef cię zabije, z kolei ja pomyślę w tym czasie, co wyjątkowego zrobić na kolację, w końcu musimy to uczcić.
- Nikt mnie nie zabije… Wystarczy jeden ruch nadgarstka i wszystko będzie zro…
- Nick!
- No przecież żartuje… Kocham cię.
- Ja ciebie też – odpowiedziałam i rozłączyłam się z szerokim uśmiechem. Dokładnie w tym samym momencie podjechało metro, więc wsiadłam do środka.
Odkąd jestem z Nickiem minęły trzy miesiące, podczas których wiele się zmieniło. Przestałam pić alkohol, zmieniłam zawartość swojej szafy, a przeszłość… Przestała być taka bolesna.
Nareszcie się ze wszystkim pogodziłam i zrozumiałam, że mogę żyć dalej.
Z Nickiem.
Uśmiechnęłam się pod nosem i zerknęłam na wizytówkę, którą zabrałam z poczekalni, przed rozmową kwalifikacyjną.
Kryminalne Biuro Śledcze.
Tego właśnie chciałam.
Znowu zwalczać przestępców.
Rozwiązywać trudne sprawy.
Łapać morderców i innych niebezpiecznych ludzi.
Ale nie chciałam wracać do Tytanów.
Tym razem chciałam działać sama.
A komu biuro śledcze bardziej zaufa niż byłeś Tytance?

*****

„ – Zamieszki we wschodniej części kraju, stają się coraz częstsze. Co najdziwniejsze, kiedyś najbezpieczniejsze miasto Jump City, dziś stało się nieformalną stolicą problemów i bijatyk. Czyżby słynni Młodzi Tytani, przestali radzić sobie ze zwalczaniem zła?”
Przestałam gwizdać i jednym ruchem palca podgłosiłam telewizor.
„ – Odkąd Tytani: Raven, Bestia i Smok zniknęli z grupy młodych bohaterów z różnych powodów, bezpieczeństwo w mieście gwałtownie spadło, ale nigdy nie w takim stopniu jak niecały tydzień temu. Od paru dni mieszkańcy boją się wychodzić ze swoich domów, ponieważ przekroczenie progu mieszkania, może równać się z brakiem powrotu do przyjaciół i rodziny. Co się stało? Gdzie podziewają się pozostali Tytani: Robin, Gwizdka i Cyborg? Czy oni też zrezygnowali z bycia bohaterami? Mam nadzieję, że niedługo ktoś pośpieszy nam z odpowiedzią. A teraz przejdziemy do wywiadu z Antonim Randkomem, który podpowie państwu, jak zabezpieczyć swój dom przed włamaniem. Wracamy zaraz po krótkich reklamach.”
Zmarszczyłam brwi i wyłączyłam telewizor.
Robin nie radzący sobie z utrzymaniem porządku w Jump City?
Razem ze Star i Cyborgiem?
A może… Coś im się stało?
- Nie – odpowiedziałam sobie na głos. – Telewizja na pewno przesadza. Nic złego się nie stało.
Zerknęłam na smażącego się w piekarniku kurczaka i nastawiłam minutnik, po czym nucąc pod nosem ruszyłam do swojego pokoju. Kiedy już opadłam na łóżko, a gapienie się na swoje ciemnoniebieskie ściany wydało mi się nudne, sięgnęłam pod łóżko i wyjęłam spod niego płaską, drewnianą skrzyneczkę. Przywołałam ruchem ręki mały, srebrny kluczyk leżący na szczycie szafy i otworzyłam swój skarb, wyjmując z niego podniszczoną czarną teczkę. Otworzyłam ją, a kiedy z powrotem ułożyłam się wygodnie na łóżku, zaczęłam przeglądać obrazki Garfielda. Po trzech latach nie wywoływały już u mnie wybuchu płaczu, tylko delikatny uśmiech i co najwyżej szkliste oczy. Zatrzymałam się dłużej na rysunku przedstawiającego jego, trzymającego mnie z dumą za rękę i poczułam nieprzyjemne ukłucie w okolicach serca.
Tak bardzo mi go brakowało.
- Hej Gar – wyszeptałam, skupiając wzrok na jego idealnie narysowanej twarzy. – Wiesz, chyba dostałam pracę.
Zamrugałam odganiając łzy, które niespodziewanie napłynęły mi do oczu.
- Idiotka – warknęłam na siebie, ze złością chowając rysunki i zamykając je na powrót w drewnianej skrzyneczce. W tym samym momencie zapikał minutnik, więc schowałam skrzynkę pod łóżko i pobiegłam wyłączyć piekarnik. Kiedy uporałam się już z zastawieniem stołu i surówką, wróciłam do swojej sypialni i przebrałam się w obcisłe jeansy i luźną fioletową bluzkę, a następnie rozpuściłam i rozczesałam włosy.
W tym samym momencie usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi.
- Już jestem – usłyszałam krzyk Nicka. – Co tak ładnie pachnie?
- To obiad! Już idę.
Odłożyłam szczotkę i pobiegłam do przedpokoju, gdzie Nick wziął mnie w ramiona i pocałował w czoło.
- Tęskniłem za tobą – szepnął mi do ucha, przyciągając mnie do siebie jeszcze bliżej, po czym jego usta zaczęły wędrówkę po mojej szyi.
Odepchnęłam go ze śmiechem, który pogłębił się na widok jego miny zbitego psa.
- O nie mój drogi, napracowałam się nad tym obiadem. Najpierw zjemy.
- A potem?
- Potem zobaczymy – zaśmiałam się, a on sugestywnie poruszył brwiami. Odwróciłam się, żeby pójść do kuchni, a wtedy Nick zakaszlał gwałtownie i tak dziwnie, że natychmiast się odwróciłam i spojrzałam na chłopaka, który zasłaniał usta dłonią.
- Coś się stało?
- Nie… Przeziębiłem się tylko – mruknął Nick, odwracając się gwałtownie i idąc do łazienki. – Zaraz przyjdę.
- No okey… – odpowiedziałam i niepewnym krokiem ruszyłam do salonu.
Kiedy nakładałam obiad na talerze, usłyszałam kolejny atak kaszlu, a następnie odgłos bieżącej wody.
- Już jestem – powiedział Nick, wchodząc do salonu po jakiś pięciu minutach z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Jesteś bardzo blady – mruknęłam, mierząc go długim spojrzeniem.
- Bo jestem trochę zmęczony…
- To idź się połóż, a ja przyniosę ci posiłek do pokoju.
- Nie mogę.
- Dlaczego? – zapytałam zaskoczona, kiedy nie usiadł, a jedynie podszedł do mnie i podniósł mnie z krzesełka.
- Bo ja też zaplanowałem dzisiejszy wieczór – odparł, sięgając do kieszeni i wyciągając z niej małe, czarne pudełeczko. – To prezent – wyjaśnił, zanim zdążyłam otworzyć usta. – Za to, że dostałaś pracę…
- Jeszcze nie dostałam…
- Nie przerywaj mi uparciuchu. Ta praca już jest twoja. Jestem z ciebie taki umny. A poza tym, do świąt jeszcze daleko, a ja… Nie mogłem się doczekać, żeby ci to dać.
- Przecież święta są za trzy tygodnie!
- No mówiłem, że do świąt jeszcze daleko!
Uniosłam brwi i ze śmiechem przyjęłam pudełeczko, po czym szybko je otworzyłam.
Na czerwonej poduszeczce leżał srebrny naszyjnik. Wisiorek był w kształcie koła, pośrodku którego dumnie rozpościerał skrzydła cudowny, czarny kruk. Uniosłam podarek w dwóch palcach i spostrzegłam, że po drugiej stronie medalu widnieje czarny smok – taki sam jakiego przedstawia tatuaż Nicka.
- Podoba ci się? – zapytał Nick, spuszczając wzrok. – Łańcuszek i wisiorek są srebrne, a kruk i smok są zrobieni z czarnego obsydianu, inaczej z sangre de la tierra, czyli krwi ziemi. Wiem, że to śmieszne, bo to magiczny kamień ochronny, ale zawsze starałem się cię chronić więc pomyślałem, że… – Nick uniósł głowę i spostrzegł, staczającą się po moim policzku łzę. – Jeżeli ci się nie podoba, to możemy go wymienić i…
- Jest cudowny! – wyszeptałam,  bo tylko na to pozwoliło mi ściśnięte ze wzruszenia gardło. – Nick ja… Dziękuję. Bardzo. Nigdy się nie spodziewałam… Przecież to ręczna robota, musiało kosztować fortunę…
- Fortunę? Nie przesadzajmy znowu, coś tam zaoszczędziłem i proszę – uśmiechnął się z radością, a ja objęłam go za szyję i pocałowałam najlepiej jak umiałam. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, czułam, że mam zaróżowione policzki, a włosy Nicka, wyglądały jakby przeszło po nich tornado.
- Może zjedzmy w końcu tego kurczaka, bo całkiem wystygnie – wydyszałam, a Nick, skomentował to wybuchem śmiechu. – Ale najpierw zapiąłbyś mi łańcuszek?
- Jasne.
Kiedy wisiorek opadł na moją szyję, poczułam się tak, jakbym czegoś długo szukała i w końcu to znalazła. Jednym słowem cudownie.
Potem usiedliśmy do stołu i podczas wesołej rozmowy, zjedliśmy kurczaka, przegryzając go surówką i ziemniakami. Po posiłku, przenieśliśmy się na kanapę, przed włączony telewizor, gdzie wpadłam w objęcia Nicka i razem zatraciliśmy się w namiętnych pocałunkach. Kiedy rozpięłam jego białą koszulę, zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Nie ma nas w domu – wymruczał Nick, zrzucając koszulę na podłogę, obejmując moje biodra i zaczynając wędrówkę w dół mojej szyi. Wtedy dzwonek zadzwonił po raz drugi.
I trzeci.
- Olejmy go to sobie pójdzie – mruknęłam niezadowolona, że Nick przerwał pieszczotę i znieruchomiał. Kiedy smok spostrzegł moją niezadowoloną minę, zaśmiał się cicho i kontynuował, wywołując mój cichy jęk.
Dzwonek zadzwonił po raz czwarty.
I piąty.
A potem dzwonił już nieprzerwanie.
Oderwaliśmy się od siebie z głośnym westchnieniem i spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Pójdę otworzyć i go stąd wywalę, a potem wrócę do ciebie jak najszybciej – powiedziałam, wstając i poprawiając koszulkę.
- Może ja pójdę?
- Ja jestem kompletnie ubrana, a ty… No cóż – przewróciłam oczami i w akompaniamencie jego śmiechu, dotarłam do drzwi i chwyciłam za klamkę.
- Nie potrafisz dzwonić do drzwi idioto? – zapytałam ze złością, stając w progu i patrząc na… Robina.
- Wybacz – mruknął Dick, patrząc mi w oczy. Nie dałam się zbić z tropu i odwzajemniłam spojrzenie.
Nie widzieliśmy się od trzech lat, Dick nigdy do nas nie przyjechał, w przeciwieństwie do Star czy Cyborga. Nie był zbyt szczęśliwy naszą decyzją o odejściu i dobitnie nam to uświadamiał. Nie odbierał telefonów, nie składał życzeń na święta czy urodziny, po prostu skreślił nas ze swojego życia.
A teraz stał przed naszymi drzwiami.
- No proszę kto się pofatygował i przywędrował do naszego domu – powiedziałam, opierając się o futrynę i mierząc go kpiącym spojrzeniem. – Co się stało, że nagle zapragnąłeś nas odwiedzić? Bo nie sądzę, że po trzech latach tęsknota nie pozwoliła ci spać w nocy.
- Masz rację, śpię całkowicie spokojnie – burknął, wkładając jedną rękę do kieszeni spodni, a drugą ociągając nerwowo zieloną, wygniecioną koszulkę. – Chociaż nie, to nieprawda – dodał, zanim zdążyłam otworzyć usta i go wyśmiać. – Nie śpię spokojnie. W ogóle nie śpię. Oglądałaś może ostatnio wiadomości? Tak na pewno, zawsze lubiłaś wiedzieć co się dzieje – mówił, nie pozwalając mi dojść do słowa. – Przestępczość w Jump City wzrosła. Nie możemy sobie poradzić. Potrzebujemy ciebie i Smoka.
- Rachel, kto to? – usłyszałam wołanie Nicka, ale postanowiłam je zignorować.
- Nie jesteśmy zainteresowani – odpowiedziałam Dickowi, splatając ręce na piersiach. – Mówiłam już, że nie chcę wracać do Jump City. Do wieży. Teraz tutaj jest mój dom.
- Ale my naprawdę…
- Cześć Robin – powiedział wesoło Nick, pojawiając się niewiadomo skąd i opierając głowę na mojej oraz oplatając mnie rękami w pasie.
- Cześć Smoku – mruknął Dick, jeszcze bardziej nerwowo miętosząc koszulkę.
- Co tam?
- Nick przestań. On chce, żebyśmy wrócili do Tytanów.
- A ty..?
- Odmówiłam! Oczywiście, że odmówiłam! Nie chcę tam wracać – wybuchnęłam ze złością, na co Smok mocniej mnie przytulił.
- No to nigdzie się stąd nie ruszymy.
- Slade wrócił! Po ulicach biegają mordercy, gwałciciele i inni złoczyńcy, których do tej pory udało nam się osadzić w więzieniu! Potrzebujemy was! Miasto was potrzebuje! JA was potrzebuje! – ryknął Dick, patrząc na nas zrozpaczonym wzrokiem.
- Przykro mi Robin. Nie jesteśmy już Tytanami, a moja noga nigdy już nie stanie w Jump City.
- Smoku? – Dick spojrzał na Nicka, z nadzieją, a ten uwolnił mnie z objęć i stanął obok mnie.
- Wybacz stary – odparł, wzruszając ramionami. – Jeżeli Rachel nigdzie nie jedzie, to ja zostaje razem z nią.
Uśmiechnęłam się mimo woli i kiwnęłam głową w kierunku Robina.
- Miło było cię zobaczyć Dick. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy – powiedziałam, wchodząc do domu, a za mną ruszył Nick.
- Poczekajcie – zawołał za nami słabo, ale ja już chwyciłam klamkę i chciałam zatrzasnąć drzwi, jednak jego stopa mi to uniemożliwiła.
- Co ty sobie myślisz..!? – warknęłam, odpychając go mocą od drzwi.
- Gwizdka została porwana – odpowiedział cicho, a ja znieruchomiałam.
- Kiedy..? – zapytał Nick, stając obok mnie i otwierając drzwi z powrotem na oścież.
- Dwa dni temu. Pomóżcie mi ją znaleźć, a potem wrócicie do domu. Proszę.
Obydwaj chłopcy wbili we mnie swoje spojrzenia, a ja przymknęłam oczy.
Nie chciałam tam wracać, ale…
To była Star.
- Może wejdziesz? – zapytałam cicho Robina, a ten lekko skinął głową.